piątek, 27 sierpnia 2010

Dzien 21

Poza tym ze pogubilem sie z numeracja dni chyba wszystko gra :-D Ten co 19 to 20 byc powinien.

El Paradis Pushkar, wyswietla mi sie z zapisanych na blogspocie podpowiedzi co do tytulu mojego posta. To chyba wymowne :-D Jesyt tu tak dobrze i spokojnie. Naprawde przeniesienie sie z miasta piecio milionowego do piecdziesiecio tysiecznego jest naprawde duza ulga. Mozemy chwile sie zatrzymac i przyzwyczaic, zrozumiec Hindusow a w dalszej podrozy usunac gorycz i "wyluzowac" :-D Kilka dni tutaj w gorach, z wspinaczka, jazda na motorze, w niesamowitym hoteliku za 10zl za noc powinny zrobic swoje :-D


Wyjezdzamy z Jaipuru po nocy z ostatniego posta. Troche przygnebieni i przestraszeni tym co moze nas spotkac przez nieuwage. Spiacy, przezywamy spotkanie z Karalonem, to juz drogi, ktorego pracownik hotelu poprostu rozdeptuje, bez nawet mrugniecia okiem, totalnie zaspany nie wiedzacy o co nam chodzi:-D

Wyruszamy na podboj Ajmeru i swiatyni Dargah. Dochodzimy do dworca autobusowego, chwila rozeznania, przekopania sie przez wszystich prywaciarzy. I w najbardziej nieoczekiwanym momecie spotykamy naszego przemilego boya hotelowego, biegajacego z lewej na prawa. Nie wiedzac o co chodzi podchodzimy do niego a w jego oczach dostrzegam tryjumf. Podaje mi do reki moja tajna skrytke na noge. Ta, w ktorej trzymam wszystkie najwazniejsze rzeczy, 150 dolkow, wszystkie rupie, karte kredytowa, paszpotr, ubezpieczeie i kluczyk do kludki od plecaka...
Nie wiem co o tym myslec ale chyba cos sie ze mna dzieje. Zawsze rozkojarzenie i nieogarniecie nalezaly do Kingi. To byla moja rola twardo stac i o niczym nie zapominac a tu taki blad. Bylismy naprawde blisko odjechania naszym autobusem...

Po chwili zlamania sie soba, podziekowaniu naszemu boyowi i wlascicielowi, ktory tez przyjechal na stacje oddac nam moja zgube, ide ogarniac sie i szukac autobusu. Znajdujemy wlasciwy, chwila na zbadanie"odpowiedniej" ceny i juz siedzimy w autobusie rzadowym za 6zl od lba. Jest ekstra, nie za duzo ludzi, mamy 3 miejsca dla nas. Kinge klade na kolanie, siebie na plecaku i odsypiamy wczesna pobodke.

Ajmer po 3h. Jest jak wszedzie, zrujnowane domki, tysiace straganikow wszelkiej masci i tyle samo rikszazy pytajacy o twoja destynacje. Bierzemy takiego i za 2 zl podjezdzamy 4 km do swiatyni Dargah. Troche slabo sie czuje, cos jakby nawrot chorobska. Nie chce sie poddawac ale po spotkaniu sie ze sciana kalek i zebrakow na glownej ulicy Ajmeru zaczynam sie poddawac mojej dolegliwosci(lol) i humor mi spada. Nigdzie do tej pory w Indiach nie widzielismy skupiska tylu ludzi proszacych o kase na metr kwadratowy. To jest cos niesamowitego co oni tu wymyslili.

Przebijamy sie przez ten tlumek do naszego zabytu i koleny zonk. Musimy oddac do przechowalni nasze aparaty i caly dobytek oprocz tego co mamy w malym plecaczku... Nie wiem o co chodzi, ale widocznie muzulmanie maja inne zasady niz hindusi. Tak wiec idziemy do podejzanego miejsca z tylu swiatyni oddajemy, i lzejsi o 10kg, ciezsi o 10kg zmartwienia idziemy do zabytu.

Bardzo ladnie tu. Naprawde ladnie:-D Podoba mi sie grupka muzykow? Nie wiem jak ich nazwac. Koles z bebenkiem, koles z mini pianinkiem na powietrze i 4 krzykaczy :-D Podoba mi sie sposob prowadzenia przez nich modlitwy(sic) ? Krzycza, i pokazuja palcem w strone glownego oltaza, jakby wypominali bogu co zrobil brzydkiego. Podoba mi sie ze mozna krzyczec na boga u nich. No bo co! Wymyslil ze moze bolec, ze moze byc zle, to niech wie! :-D

Slonce wali w banke i naprawde osowam sie na ziemie. Kreciolki w glowce i troche miekkosci w nozkach. Wydaje sie, ze musze sie z tym pozmagac jeszcze troszke. Troche ogladam, troche sie denrwuje. Troche chcialbym wyluzowac ale swiatynia jest kiepskim do tego miejscem. Ogladam zaraz obok pieknej architektury, ktora profesjonalnie nazwe Azjatycka, skrzynki z napisem "Donate" co 10 krokow. Ajmer nie zachwyca. Mnie skutecznie odstrasza. Jest to najbardziej chciwe do tej pory miejsce w ktorym bylismy (jesli mozna o miejscu powiedziec chciwe). Tak wiec szybciutko nogi za pas, jak to sie mowi(lol) i zawijamy sie na dworzec, nie zwiedzajac kolejnych "hot pointsow" z naszej Bibli-Lonely planet :-D Nie ma na to sily nastroju.

Wiec kolejny Buss, Tym razem krociutki. 30 min do Pushkaru, malej w porownaniu z dotychczasowymi, miesciny polozonej w dolinie na wysokosci 500metrow otoczonej 1200 metrowymi gorami. Jest naprawde malowniczo jechac serpentynami wsrod mega skalistych gorek. Ajmer z tej odleglosci wyglada naprawde przyzwoicie :-D Busik juz nie tak pusty, troche sie tloczymy z hindusami, akurat przypadkiem patrzacymi sie na nas:-D hehe. Siedza sobie na kolankach (oczywiscie mezczyzni) miedzy nogami, leza na sobie, opieraja sie. Wyglada to jak jeden wielki Gejoland podziurawiony miejscami "nietykalnych" Hindusek. Tak juz tu jest. Pan z pania sie nie zetknie wiec siusiaki baraszkuja.

Dojezdzajac dopada nas ulewa, przez co rozumiem totalne zarwanie sie chmury. Niesamowity widok :-D Autobus zatrzymuje sie, otwieraja sie dzwi, i uwaga uwaga! Kolejnosc inna niz ta ktora znamy. Ta dotejpory obowiazujaca, najpierw wychodzacy potem wchodzacy, tutaj zostala zmodyfikowana na zasade, najpierw przez okna a potem przez dzwi, a wychodzacy cos tam ze soba zrobia, naprewno. Wiec przez chwile troche naciskamy, troche sie poruszamy, nieznacznie. Naprawde przez chwile myslalem ze zostanwe w tym autobusie. Dopiero jak werbalnie, jezykiem language, zaatakowalem Hindusow, ci jakby otrzezwieli. Jakby zauwazyli na chwile ze ten nielad i balagan nie prowadzi do dobrego i wypuscili nas, bialaskow, po czym wyszli z hipnotycznego snu i powrocili do swoich zasad Jungli. Zabawne :-D

Jako ze deszcz, idziemy tam gdzie najblizej z autobusu. Salon Golibrodo-Fryzjero-masarzystow. 4rech niesamowicie wypielegnowanych kolesi, oczywiscie obejmujacycyh sie po hinduskiemu, prowadzacych zaklad niesamowicie entuzjastycznie przyjmuja nas pod swoj dach, coby sie przed deszczem nieco uchronic. Jest supermilo. Oni sie patrza na nas, my na nich :-D. Oboje jestesmy troche zdziwieni soba, oni bialoscia naszej skory a my ich Gejiowatoscia, ktorej oni nie zauwazaja. Co chwile jeden z drogim przeglada sie w lustrze, poprawia kosmyk, koszule. Troche olejku, troche gelu :-D Jest uroczo. Kinga wyjmuje aparat, zaczyna sie show ! Przezenie na fotelu i miny. Klijent, naprawde jestem zaczarowany ich umiejetnosciami. Tak nieoszczedine w ruchach takz amaszyscie i teatralnie. Woow :-D

Po 30 minutach, najbardziej przebojowy, z uroczym, przeponowym glosem, prosi mnie na Fotel. Nie mam kasy spominam, om mowi ze gratis, bo a jakze Eurokolesia nie ugoscic. Winszuje podstep ale nie moge sie oprzec urokowi i siadam. Co dla mnie przygotowal. Moja usluge wypowiada tak jakby mial mi zgotowac orgazm, a bedzie to "head Masssssaggggge" Tak wlasnie :-D. Dobra. Ide na to. Jest naprawde niezly. Co jakis czas pyta "Good? Like it?" Czuje sie troche jak w jakims tanim filmie wiadomego przeznaczenia ale nie odwazam sie powiedziec nic co mialoby skrocic czas mojego masazu. Jest swietny wiec poco konczyc cos co jest tak przyjemne :-P Najbardziej Gejowo poczulem sie po pytaniu " Du u like my Full power ??" To tyle z salonu bo przestaje padac. Fota na pozegnanie i pa.

500 metrow dalej, spotykamy naganiacza hotelowego i jak poprzednio idziemy z nim po poinformowaniu go ze jestesmy studentami a to znaczy dokladnie to, ze zchodzimy z 300 rpi na 150 (z 20 zl na 10) za noc a Hotel naprawde wart jest wiecej. Jest czusciutenko, z kuchnia i basenem. Pokoj do przesiadywania pieknie uzadzony. Wszedzie swietne dekoracje, a obsluga to przemily Hindus EJ i jego australijska dziewczyna. Jest niesamowicie. Poznajemy Kilku gosci, pare Agoli w wieku przed 60 podrozujacych juz tu od 3 miesiecy, Szwajcara, ktory od roku jezdzi po Azji, teraz kupil motor i planuje jeszcze troche potravelowac. Mowi ze budzet wykazuje ze conajmniej jeszcze 1,5 roku ale jesli przycisnie pasa moze i dluzej, albo i krocej jak juz zdecyduje ze dosc zobaczyl. Jeszcze fotografka z GB i tyle. Dlugo rozmawiamy, o podrozach, nszych probemach. Mini Europa w srodku tego przedziwnego miejsca.

Pokoj nadaje sie :-D Lepiej niz w poprzednim hotelu i mniejsze tez karaluchy (jak sie okazalo). Rozgaszczamy sie i na Miasto. Jest super!!! Narawde odpoczywam. Zupelnie inaczej niz w Ajmer, Jaipurze. Nie pozbywamy sie oczywiscie Hinduskich zwyczajow, ale sa one mniej denerwujace, mniej natezone. Bedziemy mogli tu troche przygotowac sie do dalszego explorowania. Troche zrozumiec na miejscu, sprobowac poczuc siebie w Indiach, jak chodzic po ulicach i jak sie patrzec, zeby znow nie przezywac niepotrzebnych rozczarowan. Ciesze sie szczeze ze tu jestem.

Obchodzimy miasto, Love! Restauracja z przeostrym przepysznym. Do swiatyni znow nas nie wpuszczaja z aparatem(tym razem Hindyuskiej) i dla kingi to juz za duzo. Nie wytrzymuje napiecia i wracamy w strone Hotelu. Po drodze wyzywamy sie na bebnach milego Hindusa w przyjeziornej swiatynce. Oczyszczenie. Npierdalam przez chwile, emocje spadaja, zegnamy sie i jestesmy Nowi :-D
Jak to dobrze czasem w cos pierdolnac.

Po Powrocie do Hotelu gadamy z Australijka o jej historii. Mieszka w Indiach juz od 2 lat, z EJ-em i mowi ze jest jej tu dobrze. Opowiada jak pierwszy raz przyjechala do Indii, przez 2 pierwsze tygodnie plakala. Mowi nam jak sie zachowywac, ze mozemy przeciez zamknac sie w bance tylko we dwoje i przezywac tylko to co chcemy. Nie musimy odpowiadac na kazde "Hello!" i zagainianie do kolejnych kramikow. Mozemy przezywac Indie tak jak chcemy i rozmawiac tylko z tymi osobami ktore uwazamy za warte wylapania z tlumu. Opowiada jak ona strasznie nienawidzila tu byc przy pierwszej wizycie, a po powrocie do Australi tak tesknila, ze w nastepne wakacje znow przyjechala tylko na dluzej. Mowi, ze jest ciezko i kazdy to wie kto tu byl, tylko od nas zalezy czy Bedziemy caly ten syf i wszystkie opowiesci przydroznych i uszkodzonych ludzi brac na swoja glowe, czy bedziemy sobie spokonie przemykac obok i napawac sie tym co tu wazne. Dziekuje jej za to. To co zrozumialem moje a jutro juz bede z glowa wyzej.

To tyle wtedy. Swietnie sie skonczylo. Potem jeszcze spotykamy Karalona (mialo ich tu nie byc) mniejszego od tego rozdeptanego o polowe ale zawse :-D Kinga biegnie po pomoc i jeden z pracownikow hotelu lapie go w reke i poprostu z nim wychodzi... Nie wierze. Moze i ja tak swardnieje za jakies 3 tygodnie.

Opowiesci o swietych krowach to prawda. NAPRAWDE!! Leza tu i tam, na ulicy, na sciezynce. Ludzie ich nie zauwazaja a jest ich naprawde calkiem sporo. Strasznie to zabawne, szczegolnie w konfrontacji z naszym powiedzeniem "swieta krowa". Jestem zaskoczony. W rajasthanie wycofali nawet z obiegu plastikowe torby bo krowy, ktore je polykaly w bolach umieraly a przecie to krowy swiete.

Kinga uzyla sformulowania "to zwierzeta" w trakcie naszego spadku nastroju widzac wypruzniajacego sie w kuckach hindusa doslownie 2m od nas. Nie wiem jak sie do tego odniesc. Mysle w glowie "wsrod malp i malpiszonow". Troche mi przykro ze czasem cisnie sie do glowy nazwanie ich jakos gorzej, zwierzeco. Nie chce tego. Ich kultura jest tak inna i tak strasznie niecywilizowana chwilami. Majac w reku komowke warta 2000zl i tak jedza rekami wczesniej ich nie myjac ect. Powoli zaczynam widziec jak to wszystko dziala, powoli.

I chociaz ani jednego komara do tej pory nie widzialem, z pewnoscia moge nazwac polskie komary opaslymi i zaspanymi ciotami. Co 10 minut niewidzialne skurczybyki przypominaja mi o malarii. Calutenki pogryziony, przez te zwinne i szybkie skurczybyki. Naprawde niewyczuwalne, nieslyszalne. Niesamowite jest jak szybko zalatwiaja swoja potrzebe :-D

Z mysli jeszcze jedno. Po akcji z Jaipuru, teraz juz wyluzowany, widze jedno. Ja z przystawionym
pistoletem do glowy przez BOSEGO hindusa. hehe Cala ta akcja wydazyla sie boso, bez blyszczacych mokasynow, czy wyglancowanych laczkow. Nie mogli w nas strzelic bo krew obryzgalaby im skarpetki, dlatego nie powinnismybyli sie tak denerwowac. Wszystko bylo od razu wiadome. Jak bosy czlowiek moglbybyc zbirem ?? :-D Smiech przez lezke. I tak bylo.

Mam wrazenie ze w podstawowce wszyscy mieli tu przedniot "Jak bezbolesnie ojebac bialasa". Kazdy z nich ma wrodzone podawanie 2x wyzszej ceny i to najmniej. Kazdy myli sie w podawaniu ceny, nawet tej napisanej na rozkladzie autobusowym. W kazdej restauracji maja co najmniej 3 menu, z kilkoma cenami. Jest to zabawne do czasu, a potem meczace, a potem normalne. Mysle ze w Polsce nikt naprawde nie ma szans oszukac bialego po treningu w Indiach :-D A najlepsi scumerzy powinni uczyc sie sztuki od Hindusow :-D Ciekawi mnie tez poco pytaja o imie, jak po 2 minutach zapominaja? A poco o kraj jak Poland Blisko Holand lezy? i Czy to w Europie wogole ? Te pytania padaja z ust kazdego! hehe :-D to troche zabawne. Zacieta plyta. Kazdy chce sie troche spotkac z Europejska kultura, a jedynym sposobem jest zagadac.

I jeszcze migawka z przejazdem. "Purity is our prority" z jednego zabrudzonego do maximum. Ale czy oby nie bylo to "Povery is our priority"?? Teraz juz nie wiem bo bylem zaspany.



Teraz pisze, sluchajac sobie radia Last Fm z moimi piosenkami. Jestem na chwile w domu po 20 dniach bez normalnej muzyki. Na chwilke czuje sie jakbym przetransportowal sie 7,5 tydsiaca km, do mojego pokoju. Jest Milo ale wiem ze jeszcze nie chce wracac. Taka pigulka domku tutaj na chwile, dla pokrzepienia serc, a teraz dalej na poznawanie Indii i tego tam...

Rad dzis brak.

1 komentarz:

  1. ...a moze to dziwaczne jeść widelcem i 10x dziennie myć ręce...
    Tak fajnie o tym wszystkim piszesz, że w jakiś sposób zaczynam czuć tę kulturę....

    OdpowiedzUsuń