środa, 11 sierpnia 2010

Dzien 5

Dzis juz w Bukuresti. 2 dni w podrozy, zeby tylko zobaczyc to przedziwne miasto.
Zauwazylam ze duzo lepiej mi pisac kiedy jestem napreawde zmeczony, nierozproszony, zapatrzony w ekran. Wiem co chce wtedy napisac, a z chaosu doznan wylazi samo wrazenie.

Z rad, to rada No5 bedzie o tym jak warto rozmawiac ze swoim Partnerem podczas podrozy. A wiec warto. Slowa maja sporo znaczen a jesli nie uzgodnicie wspolnie jakie znaczenie maja wasze slowa, bedzie trudniej. Oczywiste. Prawda?

Dzien 5
Rozmawiamy do 4 w nocy, co i jak, jakie ma dla nas znaczenie to przemieszczanie dupska z miejsca na miejsce, po co podrozowac, wspolnie. Ostatecznie slowo "toleruje" zostaje zastapione slowem "rozumiem" gdzie juz niedaleka droga do "akceptuje" :-D Jest dobrze.
Pobodka zaplanowana na godzine 7. Wstajemy o 10:30 zeby o 11:00 pozegnac sie z Valerio i zewakulowac sie z jego zabawnego mieszkania. Kilka minut zawachania. Lewo-prawo. Rondo, trzecie, wlasciwe czy nie? Dalej blizej. Nie ma czasu, stajemy gdzie nam kazal Valerio i po 5 min zatrzymuje sie Przystojniak z Wegier. 150km wspolnie, z plecakiem ciezszym o wage jednej plyty CD z Mega muzyka od Wegra. Potem podroz z dziwnie agresywnym, acz nie do nas(chyba bylismy Kamratami) Rosjaninem. Caly czas czestuje nam umcykajaca nuta, ktora calkowicie lasuje mi mozg.
Touch me here
Touch me there
U can touch me everywhere
wydaje sie byc filozofia przyjemniejsza od proponowanej przez Valerio. Jakos tak bardziej nowoczesna i wolna. Tak wiec poczestowany, lub czestowany przez 4h takim sortem tekstow, okraszonych odpowiedniej klasy linia melodyczna, zaczynam zastanawiac sie jak prostsze byloby myslenie w takich kategoriach :-D

Wydostajemy sie z Techno-autka jakies 20km przed Sibui, w srodku Transylwanii (chyba?), nieopodal przydroznej zarlodajni. Niesamowita Ciorba (Rumunska kuchnia...) i domowej roboty frytki sa pierwszym prawdziwym posilkiem od wyjazdu z Polszy, tak wiec nasza radosc nie ma granic. Jest 18, opor czasu do zmiezchu. Plan na wieczor: wejsc troche wyzej, rozbic namiot (zabawny idiom, rozbic namiot. Rozbic na co, na kotlety??) poczytac ksiazke, isc wczesnie i bezpiecznie spac.
Realizacja: wejsc 50m, posluchac nazekan Kinki, kolejne 50, znow... Potem 30 metrow przed meta, placz spowodowany calkowicie niezadowalajaca liczba otaczajacych moja partnerke pajakow. Schodzimy na dol, inna droga na gore i znow pajaki... O co chodzi z tym lekiem przed pajakai, cmami, myszkami, glizdkami, i innymi stworzonkami ??
 Z opisu wydaje sie jakby to byla chwila ale po ostatecznym zaaprobowaniu miejsca na czyms przypominajacym gorska sciezke, zdala od PAJAKOW :-P rozbijamy nasz namiort w sasiedstwie krowiej kupy. Swietnie. Wszystko zgodnie z planem no ale jest 20:00. Kiedy na dobre rozgaszczamy sie w naszym namiocie, rozebrani i gotowi do spania, zaczynamy zajmowac sie w koncu sooba, slyszymy kroki i krzyki... Naprawde przestraszony, w tepie megaexpress zakladam spodnie, koszule. Na drodze spotykam niziutka ale za to glosna pania w wieku 65+ dzierzaca w dloni lancuch zakonczony dwiema olbrzymimi krowami. Dokladie tak jak przypuszczalem jestesmy na czyms w rodzaju sciezki a jak wiadomo powszechnie sciezki sa od tego zeby ponich sie przechadzac. Krowy tez moga. Akcja ratunkowa namiotu, przewracamy go na bok, krowska zprzyczepione do wspolczujacej z wzroku pani przechodza, a my pogryzieni przez komary nie zaznajemy juz tej nocy spokoju bezpiecznego snu. Wszystko zgodnie z planem. Sen juz nie tak latwy, przerywany nasluchiwaniem za wnukami babiny. Ja miast przytulac Kinge, cala noc przytulam sie do mojego plecaka. Na szczescie znow trzymani w uscisku Matki-wycieczki, rano po ogledzinach stanu osob na pokladzie, jak i ekwipunku, stwierdzamy stan wlasciwy do pozostawionego i rozpoczynamy z wachaniem dzien 6

Teraz spanie, jutro znow jakies male pisanie. Jeden dzien w Plecy na blogu to chyba nie tak duzo. Dzien dzisiejszy, no 6 w pamieci, z podnieceniem chlopaczka, czekam na jutro.
Jakos kiepsko idzie z tymi radami, ale wydaje sie byc naprawde latwo. Mysle, ze wpominanie o tym ze warto spac, kiedy sie da, bo nie wiadomo kiedy bedzie kolejna mozliwosc etc, kazdy powinien zlapac juz po kilku dniach w trasie, ale moze? Sry za interpunkcje i ortografie. Jak zawsze tak i dzis obiecuje sobie ze kiedys sie naucze. Kiedys

Ku pamieci: Pozdrawiam

5 komentarzy:

  1. przygoda, przygoda, każdej chwili szkoda...

    OdpowiedzUsuń
  2. ...az mi tu do "kubikala" wszyscy zaczeli zagladac tak sie zasmiewalam, kiedy historia nabierala rumiencow...choc potem pomyslalam, ze to wcale nie bylo smieszne...ciesze sie, ze to wszystko piszesz, duzo sie od ciebie ucze syneczku.....

    OdpowiedzUsuń
  3. ...a jezeli chodzi o twoje nowe inspiracje muzyczne....to je odnalazlam na tej stronie: http://www.youtube.com/watch?v=XF4BRIcfEoU
    ...zrobie tacie "niespodzianke" i puszcze mu te przeboje w niedziele w drodze na mazury...to chyba najlepiej nam odda nastroj z tego kawalka twojej podrozy...i wyprostuje myslenie ;-) Buziaki

    OdpowiedzUsuń
  4. Bartolini Bartłomieju! Nieźle się obśmiałam, czytając Twójego posta :) siedzimy z Patryczkiem w restauracji i razem sobie czytaliśmy ;)
    niekiepsko Wam się tam podróżuje, kocham filozofię od "Touch me there" oraz babinę z krówskami :)
    Jako human (znów) pragnę subtelnie zwrócić uwagę na Twą interpunkcję, ale pztm jest mega!
    czekam na więcej, buźka

    OdpowiedzUsuń
  5. Bartko i Kingo,
    Alez Wam fajnie :) spelniacie moje marzenie...a moze tez sie niedlugo uda..?:)
    sciskam mocno, latwej drogi i piszcie duuuzo.

    ps. Kinga, jednocze sie z Toba w sprawie pajakow (ale tylko tych duzych, male nawet lubie)

    OdpowiedzUsuń