Rada No6. Zero napinki. Poprostu. Jeszcze kiedys tu przyjedziesz. Chyba.
Po zozeniu namiotu w powietrzu, po minionej, ciezkiej nocy, kierujemy sie w strone baru i drogi. Po drodze spotykamy Babinke, te umocowana wczoraj do krow, zrzucajaca mokre po nocnym deszczu siano z gory stogu. Nie rozumiemy sie ni krzty, ale chyba dobrze sie rozumiemy. Roztacza spokojna atmosfere, az chce sie isc dalej. Kinka przez chwile robi jej zdjecia i kierujemy sie dalej, w dol zbocza. W Barku, do goracej wody dodajemy nowe odkrycie Kinki z Wawy. Owsianka instant. Czyli Proszek+woda=nagroda, w tym przypadku 200g bialej brei, kojazacej mi sie jedynie z matrixowym jedzonkiem z Nabuhodonozora... Wchlaniam ja coby nabrac sil, i na droge. Nie czekamy wiecej niz 5 min. Zatrzymuje sie Frigo-truck mrozonka, wiozacy cala pake rybek z norwegi jak i leciuchno napalonego Turczyna za kierownica. Wsiadamy, lekko niepewnie, czy aby bezpiecznie z nim jechac? Dlugo sie nie musimy martwic, bo ups, psuje sie Lodowa. Rybki chyba nie dojada tak latwo do Tucji tym razem. Ale mam nadzieje ze w Istambule, ok 15mln city, nie zgina z glodu bez tej jednej ciezarowy. Kolejny stop, Nr15 juz, Milutki i pulchniutki Rumun (obywatel Rumuni a nie jakis rom, czy jak kojazy sie nam jakis cygan czy inny brazowoskory), pierwszy jak dotad w Rumunii. Zna dobrze angielski i swietnie nam sie gada, do czasu gdy calkowicie zmaga nas sennosc.
Wlasciwie nie rozgryzlem dlaczego podczas Hitch-hickowania czlowiek tak bardzo sie meczy. Stres? Ciagla gadka? Brak pewnosci i zaufania? Moze jest tez to spowodowane faktem, ze jadac wykonuje sie swoje zadanie, prace? To w bezczynnym siedzeniu na tylniej kanapie Auta wykonuje sie prawdziwa praca. Najlatwiejsza praca - siedziec.
Tak wiec z panem pulchniutkim, jedziemy wprost do Bukaresztu, przemiezajac drogi wijace sie pomiedzy najpiekniejszymi gorami jakie w zyciu widzialem. Skaly wiszace wlasciwie nad samochodami, zielen polaczona z rudym odcieniem skal. Niesamowite. Trzeba ty bedzie wrocic, Kiedys...
Zostajemy wysadzeni niedaleko naszego miejsca spotkania, (McDonald's lol) i juz po chwili spotykamy Blake'a. Co za czlowiek. Oszczedny w ruchach, lekko skradajacy sie Amerykaniec. nJeden z tych ktorzy opowiadaja najsmiesniejsze zarty swiata bez drgniecia wargi. Swietny akcent
Przemieszczamy sie, bez kasowania biletu oczywiscie, do jego mieszkanka. Calkiem schludne, ok50m, 2 pokoje. Kapiel, chwile przed internetem. Gadka szmatka i dzwonek do dzwi. Smiac mi sie chce jak mysle o tym co nas spotkalo. 65+ Babcia (nie ta od krow) wbija sie do mieszkania Fountainow(nazwisko Blake'a) i zaczyna jak gestapo, wypytywac nas o to co tu robimy, jak gdzie i poco, czemu jestesmy tu, mozna przecie w Hotelu.Przemienia sie na rosyjski i znowu. Razem z B i K zdezorientowani, staramy sie rozmawiac lagodnie i po chwili wywiadu osobistego i stwierdzeniu ze kinga lepiej uczyla sie ruskiego w szkole(hehe), babinka opuszcza nasze lokum. Okazuje sie ze byla to wlascicielka, ktora jest ekstremalnie dziwna i nie trzeba sie nia przejmowac. Aczkolwiek bylo zabawnie :-D
Przychodzi Julia, oblucja, 2 kolka wokol mieszkania, kupujemy plastikowe pivo , idziemy na kolacje i Film (Menderlay Larsa von Triera!!) Zarcie jest Wyborne. Kinga ma salatke ze swiezych warzyw, ja tace z serami, oliwkami i pomidorkami. Naprawde Swietne.Potem Mendarley, co prawda bez napisow, ale na szczescie po 5 dniach angielski zdazyl powrocic w takim stopniu, ze ogarnalem sprawe Piwo pomaga w trudniejszych momentach. Kierujemy sie na piechote do mieszkania, caly czas rozmawiajac. Mijami kilkanascie bezdomnych psow, podobno jakis czas temu mozna bylo ich spotkac tu ok 0.5mln, teraz jest juz zdecydowanie lepiej, chociaz wladze musialy sie zdecydowac na dosyc drastyczne metody oczyszczania miasta.
Kolejny prysznic (nie da rady raz dziennie z 40 stopniowym upalem, Kilka chwil dla Bloga i o 3, jak dzis spac. Coz... Nudka...
Nie do konca wiem co myslec o tym dziwnym precedensie. Jak by go nie nazwac, ogladanie swiata, podrozowanie czy poprostu troche bardziej zamaszyste przesuwanie dupska po mapie, to idiotyczne. Narazanie sie na cokolwiek innego i niepewnego. Jak latwo jest NIEwyjezdzac. Staram sie nie myslec CZY podrozowac. Obecna jest przy mnie ciagle mysl, wszedzie lepiej, niz tu gdzie jestem. Troche to odczuwam. Co prawda to dopiero 7 dzien, ale smak SlodkoGozki pojawil sie juz pierwszego. Pzekitrasmy sie na 2 koniec ziemi zeby... Z innej zas, naprawde nie moge sie doczekac. Zupelnie nie moge sie doczekac wszystkiego. Jutra, pojutrza, lotu, Indii, lotu w 2-ga, szkoly, 2-giej szkoly. Ciagle malo. Jakbym tylko czekal na jutro a dzis juz jest troszke nie wazne, przestazale. To ma sens ??
Jeszcze Rumunia. Bede walczyl ze stereotypem, jako Rumuni to sa te zebrajace chlystki na centralnym. Rumunie to nie sa Romowie! Delikatna roznica. Mysle ze jest to najbardziej podobny do polski kraj ze wszystich w ktorych bylem. Wszystko tak samo od szkolnictwa, przez przepisy a nawet walula to w przyblizeniu 1Lei=1zl. Polecam kazdemu zamachnac swoim tlustym i zadomialym dupskiem zobaczyc ten cudny kraj z przepycha kuchnia.
Spac. Znow dzien w plecy. Jutro nadrobie. Chyba.
Za bledy znow przepraszam. Moze ktos je potem naprawi. Za ortografie tez przepraszam.
Hej!
OdpowiedzUsuńSledzimy Bartku Twojego bloga i przezywamy - a przynajmniej mozemy przezywac - kazdy dzien bardzo dokladnie, od kurzu na drodze przez kamien przy ktorym zatrzymal sie stop, po psychike kierowcy z dalekiego kraju. To niesamowite, ze opisujesz wszystko tak dokladnie i szczegolowo (robisz notatki, czy tez przezycie jest tak silne, ze natychmiast ryje sie w pamieci?). Gdybys pisal jeszcze dokladniej musielibysmy poswiecac jeszcze wiecej czasu na czytanie, a pewnie nie zapamietalibysmy wszystkich drobiazgow. Chociaz poki co czujemy sie, jakbysmy byli tam na miejscu (no prawie). A teraz czekamy na dzien 7 z niecierpliwoscia. Dobrej zabawy (i pracy)! ;)
Sciskamy,
Marcin i Kasia
...to cudowna podróż oczami mojego Bartka i w głąb duszy mojego Bartka......Pieski bezdomne pogłaskałam i utuliłam, rozlaną wodę z rozpuszczonych rybek poczułam, stróżkę gorącego potu na czole, wyciśniętą przez upał otarłam....a odpowiedzi na pytania jeszcze szukam ;-)
OdpowiedzUsuńKocham Cię Syneczku
To co jest dla Ciebie ważne rób zgodnie z planem, a to co cie spotka na drodze niech spokojnie przesuwa Twój plan, życie i los same wyznaczą Ci drogę.
OdpowiedzUsuńA i swoją drogą to pamiętasz że w zyciu jest najważniejsze wiedzieć kim sie chce być. Może być jak Tony Halik to Twoja droga :).