sobota, 21 sierpnia 2010

Dzien 13

Chodz to tylko 5 stron w moim notatniczku, byl to jeden z najbardziej ekscytujacych dni dotychczas. Po jezdzie z muratem wysiadamy o 00:20 gdzies w srodku stambulu i jakims dzikim fartem, pytajac wszystkich wokol, z darowanym przez kierowce minibusa 2.6lewy, docieramy do domu naszego hosta Jasina. Chwile gadamy, (zajebiste marzenia) idziemy spac (jeszcze blog). Rano zwiedzanie, soczewki dla kingi. Idzie dobrze. Gdzies tam cos zwiedzamy (nawet fajne nazwy nie szukam) jedziemy na stare miasto (hehe), zwiedzamy Sultanachmed i robimy tam zdjecia(najnizsze z ostatniego uploadu). A potem jest tylko lepiej

Spotykamy siedzacych na chodniku zabawnych ludzi, okazuja sie byc takze travelereami, zagadujemy, uzywaja tak jak my CS-ingu. Podczepiaja nas pod swoja 4 osobowa ekipe i razem zwiedzamy miasto. Grand Bazar to Szit. Nowa nazwa dla tekich miejsc "for tourist only", nie daje rady. Jakims cudem gubimy 3 z nich i zostajac z niesamowicie madrym i rozwaznym w slowach Bobem w 3jke spedzamy reszte dnia. Studiuje Rzezbe, ale juz od roku nie nawidzi sztuki, wiec gra na gitarze(tylko muzyka jest szczera - lol) no i naprawde spedzamy niesamowite popoludnie. Dowiadujemy sie o czyms co sie zwie cannabis oil, wymieniamy argumenty na temat szt.wspolczesnej. Dogadujemy sie co do muzyki. Jest swietnym typkiem,z ktorym wypilismy 2 swieze soki wyciskane z pomaranczy, i z ktorym mam nadzieje sie jeszcze kiesys zobaczyc.

Potem domek, gadanie z Jasinem i jego wpollokatorem Alpem (swietny typiarz) Moze potem dopisze o jego Przygodach z armii. Teraz ide spac do Mojego pokju na pietrze, w Delhi. Jutro dopisze reszte. Zdaze. Musze...

Z rad, to jeszcze jest taka zeby nie chorowac w podrozy. Bo zupelnie nie warto, a jak sie okazuje nie wszystkie lekarki mowia po Angielsku. Bol nie sprzyja zadnemu zwiedzaniu... Wiec rada No.7 - Nie chorowac.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz