sobota, 18 września 2010

8 dzien od konca

Takie 3 dni jak te to chyba nieczesto sie ma. Tak naprawde jedne z najwazniejszych. Jesli ktos kiedys bedzie miec 3 dni.

Zaczne od tego co najpierw. Nasz guesthous kosztuje 6,6zl dziennie za pokoj a jest niesamowity. Wszedzie wokol kreca sie ludzie podrozujacy od 9 miesiecy do kilkunastu lat. Kazdy ma cos do opowiedzenia, kazdy troche inaczej. Wszyscy sa ciekaw i naprawde spotkanie z nimi daje olbrzymia nadzieje na przyszlosc :-D Da sie zyc i naprawde nic sobie nie robic z glupiego pomyslu podazania za?

"Wchodnia europa mowi: Ucz sie, Pracuj ciezko. Uniwersytet i jezyki a bedziesz miec swietna prace, dobre zycie. Ale na koncu drogi gdzie ucieklo to dobre zycie ?"To wlasnie mowia nam podrozniki z naszego hostelu, zrezygnowani po przezyciach z kredytami, przywiazani do swoich 45' telewizorow i szybkich samochodow, tutaj codziennie spacerujac i w spokoju czytajac, rozwijajac sie. Trawa po 2-giej stronie zawsze bardziej ale oni nie wydaja sie o kszte sflustrowani, zanudzeni, ztyrani. Wszystko im przychodzi bardziej jakos tak poprostu, bez potu na czole. W kazdej chwili zapytani, odpowiedza i cie poinstruuja, powiedza co dla nich wazne. Kazdego dnia slysze przemile hello a wieczorem zawsze spytaja co sie dzialo w twoim dniu. Przesiakli Indyjska otwartoscia. Nie maja klapek na oczach jak panowiepanie z autobusow codziennej komunikacji warszawy a sa ciekawi wszystkiego co wokol. Krotki opis niewiadomopoco ale czy niechcialbys spotkac kogos takiego?

Mnichy daly sie poznac z jak najleprzej strony. Pierwszy klasztor buddyjski w zyciu i juz Neema, mnich tutejszej gompy przez godzine opowiada nam o budyzmie, tej czesci Indii, Tybetanczykach. Mowi zebysmy poszli do Karnapy, duchownego przewodnika nastepnego po Dalajlamie. Zeby isc i posluchac ich modlitw i zobaczyc. I to jak latwo sie na nich patrzy. Jakos zupelnie bezproblemowo. Podnosisz na nich wzrok a na twarzy czerwonego mniszka wykwita usmiech. Podnosisz aparat a w oczach rozpala sie zrozumienie. Bezproblemowy kontakt. Nie to co w domu :-D

Puja-Buddyjska modlitwa to cos czego nigdy nie zapomne. O 18:30 rozpoczyna sie w osrodku buddyjskim, podlaczonym do kompleksu Tybetanskiego rzadu na uchodzctwie. Jest niesamowicie. Mnisi zmienionymi i groznymi glosami, przekrzykuja sie w ciaglym i jednostajnym rytmie. Glebokie basy glosow przeszywaja. Naprawde mozna poczuc w stopach. Potem instrumenty wiecej grozy, a mi szczeka opada na ziemi. Podnosze ja i chwile sie otrzasam po mojej zgubie kiedy dolaczaja sie megaglebokie traby. Staram sie trzymac juz szczeke zeby znow nie zgubic ale rece gonia mi do aparatu. Jestesmy z boku sali ale uczestniczymy w modlitwie. Dostajemy herbate jak kazdy modlacy, swiete jedzonko. Nie omijaja nas wzrokiem a raczej dolaczaja. To juz nie ci sami azjaci co ciekawskie Hinduski. Cos zupelnie niebywalego. Dostajemy potem prowiant, jak kazdy modlacy sie. Niesamowicie mily gest, a kiedy wszystko sie konczy od kazdego mnicha otrzymujemy odusmiech :-D

Od Rivany, jednej z podrozniczek z naszego hotelu uslyszalem, ze jak wrocimy spowrotem do domu, bedziemy raz jeszcze musieli przezyc szok kulturowy. Spowrotem bedzie trzeba poczuc sie jak samotnik. W Metrze, autobusie cicho. Po cichu do szkoly i ze szkoly. Patrz pod nogi CICHO. Co siebie interesuje kim jestem, czus ty zboczeniec jaki?
Tutaj kazdy jest zainteresowany chodzby krotkim kontaktem. Czesto to oni dziekuja ze my zadalismy im pytanie. Czesto rozmawiami z obcymi ludzmi o niczym i smiejemy sie ze sprzedawcami z cen. Czesto mijamy bialych i poprostu mowimy sobie hello, witaj co robisz kim jestes. Czesto mijamy brazowych i pyamy o to samo a przy tym czujesz sie jakos ciagle obok wszystkich.Sasiad twym bratem jest a kazdy z kazdym nawiazuje kontakt chodzby wzrokowy. Trudno bylo do tego przywyknac, nauczyc sie jak i kiedy rozmawiac, ale teraz naprawde przyjemnosc sprawia ten wszechobecny obok usmiech :-D Boje sie tego co juz niedlugo.

Wczoraj pierwsza wyprawa w Himalaje. Idziemy na gore wysokosci 2875m startujac z 1400. Gubimy sie po drodze, idziemy na przelaj, w gore. Prawie sie wspinamy. Potem sie odnajdujemy i 4h pod gorke, po kamieniach, przes strumienie wsrod chmur. Caly czas przeklinamy, na zmiane ciskajac nic nie znaczace "zajebiscie" i podziwiamy co chwile zmieniajacy sie krajobraz. Czuje sie jak w Indiana Jones, idac na polce skalnej szerokosci 2m a potem przepasc. Cos zupelnie nie z tej bajki jakby nie powinno mnie spotykac. Przyroda zapiera dech a ja wbrew fotografi przyrodniczej na codzien tym razem wyjmuje aparat i poprostu pstrykam co 10m. Na szczycie jest jeszcze lepiej, a zachod slonca... Ciezko mi to przezywac bo nie za duzo po gorach lazilem. Robi to na mnie ogromne i poirunujace wrazenie. Kiunga natomiast po gorach nie chodzila nigdy i wlasnie rozpoczela od Himalajow swoja przygode. Ona doslownie czolga sie z wrazenia, brakuje jej slow. Jest przasnie a pomysl na noc to spanie w namiotach na szczycie, za ktore placimy wiecej niz za jakikolwiek pokoj do tej pory podczas calej jazdy. O poranku juz nie chce pisac, bo niestety slownik nie za szeroki a nie czytalem "nad niemnem" wiec przyrody nie umiem opisac. W kazdym razie bylo najlepiej.

Dzis wyklady z Karnapa po szalenczym zbieganiu z gor. To co w gore zajelo 5 w dol tylko 3 h. Teraz juz nie wsrod bialych oblokow. Przejzysty i sloneczny dzien, odslania panorame calych pobliskich Himalajow, okolicznych wiosek i kolejne przezycie w gorach :-P Na 16 u Karnapy, 2h wykladu. Jest genialnie, wydaje sie jakby Buddysci mieli pomysl na wszystko, a nie jak "nasza Polska religia" cierpienie zbliza cie do boga... Tutaj wszystko jest w jakims kolku, wszystko wynika ze wszystkiego. Karnapa odwoluje sie co i rusz do najnowszych badan, technologi. Mowi o swiecie wspolczesnym nie jako zlu, ktore omamia i niszczy a jako o nowej sytuacji w ktorej my musimy szukac. Nie wiem czy od jutra bede buddysta, zapewne nie :-D Napewno jednak chce posluchac filozofi tych usmiechatych i pomocnych ludzi ubranych na pomaranczowo :-P

Zostal mi tydzien. Juz coraz blizej dom a ja dopiero teraz naprawde dobrze sie tu czuje. Dopiero teraz znalezlismy miejce i rzeczy warte eksplorowania naprawde. Z czasem nabiera sie umiejetnosci bycia tu i tam, ale to jest tak jak ze wszystkim, bez skilla jest ciezko :-D Wracac, nie wracac oto jest pytanie. Wiem tylko ze z calych sil bede pracowal na przyszly rok, na przyszle poznawanie. Doloze wszelkich staran w szkolach i w pracy zeby wszystko sie udalo i zeby byc zadowolony i jest to obietnica, ktora skladam sobie :-D   To, ze spotyka sie tu taka mase genialnbych ludzi daje powera na samorozwoj i nie marnowanie czasu. Na wyrozumialosc dla ludzi poznawanych kazdego dnia i zycie bez uprzedzen do kogokolwiek. Tutaj jescze bardziej doswiadczas to oklepane "kazdy jest inny" ale mam nadzieje ze wszystko co tutaj, przelozy sie na tam a my bedziemy mogli bardziej swiadomie stawac sie.

Rada No.14 to bedzie taka, zeby przyjechac tu a nie tam. Tutaj w Himalajach jest tak jak nigdzie indziej. Spokojnie ale w dalszym ciagu "indian style". Wszystko jakos bezproblemowo.

Rada No.15 to taka, zeby nie kupowac kart do aparatu firmy pqi. Zaoszczedzilem 100 zl w stosunku do sandisca a teraz nie mam 2 Gb moich zdjec. Mam nadzieje ze moj magik Tata cos z tym zrobi, ale jak narazie nie wiem co bedzie z moimi szczalami...

Dzis czuje jakbym pogwalcil Jezyk polski i interpunkcjie najbardziej...
Wiec raz jeszcze przepraszam za bledy,
i za ortografie tez.

2 komentarze:

  1. Co do ortografii to nie tak źle, tylko kilku słów nie mogłam odczytać. Góry muszą być piękne :) nawet te małe w Polsce są piękne:)
    Szkoda że skasowały ci się zdjęcia:(
    pozdrawiam OLa

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo inspirujący tekst (całość bloga). Do tego obraz odmienny od Kingowego na tyle, że dopiero czytając oba można mieć pełny (do pewnego stopnia) obraz. P.M.

    OdpowiedzUsuń