środa, 15 września 2010

Himalaje? 11 dzien od konca



Juz mniej niz 2 tygodnie a dopiero teraz zaczynamy chyba rozumiec co tu tak naprawde sie wydarzylo i wydarza. Teraz juz w Bangsu, 2km od McLeod Ganj. W google maps nie ma tu nawet narysowanej drogi ale zapewniam, jest.

Mial byc koniec swiata, ale wdaje mi sie ze ten koniec swiata kilku, kilkudziesieciu turystow znalazlo chwilke przed nami. Wiec na jakies czterdziesci brazowiako znajdzie sie bialasek a to dosc duze stezenie bialego w brazowym.

Dzis 7h jechalismy z Amritsaru do Bangsu a potem dopiero uswiadomilismy sobie ze przejechalism 200km. Niektorzy niemcy pewno by potrafili taki dystans i w godzine ale my grzecznie i spokojnie, obcujac z uroczymi hinduskmi i hindusiatkmi wytrzymywalismy nasza podroz. Drogi niestety nie daja powiedziec nic innego. Do najmilszych nie moge zaliczyc tego dystansu bo brzuszek naprawde odmawial. Mysle ze jakis narzad napewno mi sie odbil albo conajmniej mocno zmeczyl bo z apetytem nie najlepiej:-P

Chyba nie wspominalem o umiejetnosciach Hindusow na polu prowadzenia pojazdow welokolowych. A wiec dla mnie, w kolejnosci od najwazniejszego do najmniej waznego guziczka w samochodzie sa Sprzeglo, hamulec, gaz, kierunkowskazy (o czyms zapomnialem?) Hindusi natomiast maja zupelnie inna kolejnosc, dosyc niepokojaca w szczegolnosci podczas jazdy na Himalajskich serpentynach z filmowymi przepasciami tuz tuz obok. Oni rozpoczynaja od Gazu. Wlasciwie tylko to sie liczy. Kto szybszy ten fajniejszy a zeby o tym wszystkim zaanounsowac niezbedny jest klakson, ktory ustalam na 2gim miejscu. Sprzeglo chyba uzywaja chociaz co i rusz slychac wszechobecny charkot lekkiego niedocisniecia tudziesz porzadny wstrzas autobusem z powodu bardziej znacznego niedocisniecia sprzegla. Jako ze kierunkowskazow zaden pojazd tu nie ma a jesli juz ma to zeby sie nie wyruzniac poprostu ich nie uzywa. No i sprawa Hamulca. Nie wiem czy go uzywaja w normalnej jezdzie ale raz na jakis czas, w ramach spolecznej pobudki, autobus badz riksza Hamuje. Chociaz moze lepiej byloby uzycz zamarza w miejscu nie artwiac sie o towar przewozony na pace ? W kazdym razie Bardzo dobrze wszystko to im wychodzi. Tylko 2 razy siedzielismy w rikszy ktora "zawadzila" o jakas przeszkodke. Wiec chyba calkiem niezle :-D

Aha jeszcze niesamowity wynalazek, droga wielokierunkowa. Jest to cos takiego ze kazdy pas ruchu dzieli sie na lewo i prawo stronny. Nie wiem czy moje umiejetnosci literackie dadza rade zeby to wytlumaczyc ale sprobuje. Jako ze Hindusy, spladrowane zostaly po trosze przez Angoli, kilka rzeczy pozostalo tu tak dziwnych jak w Angli (2 krany zamiast jednego, ruch lewostronny, pietrowe autobusy) w Indiach jezdzi sie po stronie Lewej. Wiec jak kazdy sie domysla skret w prawo, przysparza czasami nieco problemu. Hindus za to madra glowa, wymyslil cos takiego jak pas wielokierunkowy. Na rysunku zamieszczam wersje "a" - poprawnego skrecania w prawo z "czekaniem" lub wersje b w dwoch krokach, stosowana przez wiekszosc driverow w tym kolorowym kraju :-D Bardzo zabawne jest jechac w rikszy pasem "pod prad" modlac sie czy oby kierowca zdazy zjechac na swoj pas, czy w koncu w cos przywali. :-D Na skuterze tez tak jezdzilismy :-P

Dobranoc na dzis. Idziemy na academie Backgammona. Jak sie dowiem co to to napisze.

2 komentarze:

  1. Bartek super blog, niestety dopiero teraz do niego dotarłam.
    Chyba mnie zainspirowałeś co chcę zrobić po maturze!

    OdpowiedzUsuń
  2. Bartula, jakieś 40 minut temu zerwał nas dzwonek… kto o tej porze?...nie, kto a raczej co? Wielajna paka w białym płótnie, trochę przypominająca dawne czasy…
    Obydwie z Olką zaczęłyśmy piszczeć i krzyczeć… - Wow, wow paczka od Bartusia, rany, ale super, otwieramy!!!!!
    Ale szybko ogarnęły nas wątpliwości, otwierać, czy nie? Czy to Wasza wspólna paczka, czy dla nas…
    No nic, rozsądek tu i tak by nie pomógł bo ciekawość była tak ogromna, że wszystkie logiczne argumenty zostały odrzucone. Bohdan, Patryk, Ola i ja wszyscy zgodnie krzyknęliśmy: OTWIERAMY… Wątpliwości się pojawiły ponownie, jak zobaczyliśmy na niektórych starannie owiniętych i owiązanych pieczołowicie sznureczkami pakunkach napisy z imionami a na innych nie(???).
    Ale tak jak alkoholik jest odpowiedzialny za pierwszy kieliszek a potem wpada w ciąg… tak też było w naszym przypadku…. Egzotycznie pachnące przyprawy i w niemniej egzotycznych kolorach ozdoby, oprawione w skóre zeszyty i inne bibeloty wciągały jak wir…. Tata zaczął nam robić zdjęcia, żeby uwiecznić ten nasz szał oglądania, wąchania, przymierzania i….. lekko skrytego wstydu, że może oglądamy nie swoje ;-)
    - To dla mnie, to dla mnie, mamo o rany jakie piękne; ja mówiłam Bartusiowi, że chce dużo kolczyków - z ogromnym uśmiechem szeptała Ola…. Nie ma co opowiadać, wszystko zostało obejrzane po kilka razy, obwąchane, przymierzone…
    Ponieważ wciąż nie wiemy, co, dla kogo dlatego teraz wszystko ładnie składamy i pakujemy do pudełka, mając nadzieję, że nie narozrabialiśmy rozpakowując to wszystko.
    …nie wszystko zostało spakowane z powrotem bo jedne spodnie Ola sobie upatrzyła i zakłada je jutro do szkoły :-).
    Śmieszne to było. Bawiliśmy się przy tym i cieszyliśmy jak maluchy przy świątecznym drzewku… nasz Mikołaj jak to zwykle w takich chwilach bywa był bardzo daleko…. Kochamy Cię Barteczku. I dziękujemy za ten smak Indii w naszym domku.

    OdpowiedzUsuń