Wiec to przedostani post. Troche bedzie mi pewnie brakowalo tego stukanka wieczornego w czarne klawisze, dziwne klawiatury, w dziwnych miejscach. Wylaczajace sie z pradu komputery tez bede z rozrzewnieniem wspominal. Za chwile odlatuje z lotniska w Delhi a po 4h czeka mnie kolejne 16 na lotnisku w Emiratach Arabskich. Nie wiem jeszcze jak to wytrzymam ale potem jeszcze kolejne 6 w samolotach do Istambulu a potem Berlina. Chcialbym umiec tak wylaczyc sobie myslenie. Zeby nie musiec sie uzerac z imadlem w klatce piersiowej, ktoremu sciskac kaze sie mysl o niepojechaniu do Nepalu.
Wczoraj z hotelu w Bagsu wyszedlem o 6:30 myslac ze autobus mam o 7:30 ale wyraznie mi sie cos poprzestawialo bo autobus odjechal o 6:30. Beze mnie. Wiec caly w panice lapie taxe, gonimy autobus, a ja z podexcytowania daje buziaka Hindusowi-taxiazowi za to ze dogonil moj 12h koszmarowoz. 200rpi ubozszy wsiadam do wspomnianego koszmarka, za ktorego malo nie zaplacilem bo niby "touristic class" cokolwiek znaczy ten zwrot. Siadam obok grubawego hinduska, ktory przez telefon z kims sie rozwodzi. Jest najgorzej. Ten agresywnie przy tym wymachuje, rzuca sie na siedzeniu, krzyczy. Naprawde nie wiem co z nim zrobic. Prosze go zeby wylaczyl dzwiek w telefonie, mowi ze nie umie. Uciszyc sie, nie potafi tez, chociaz w sumie nawet przez chwile probowal. Po chwili zaczyna sie strasznie rzucac, zaczynam myslec ze ma padaczke... Nie wiem co zrobic z nim ale po chwili okazuje sie ze zgubil portwel i dostaje jakiegos wstrzasu nerwowego, rzuca sie, zpycha mnie z fotela i zaczyna naprawde odplywac. Twarz oblewa mu pot i krzyczy po angielsku jakies straszne sumy, obwinia wszystkich na okolo, zatrzymuje autobus... Nie wiem co myslec jak po 30 secundach walki, portwel sie znajduje a ten lapie mnie jak maskotke pocieszenia i z calej sily sadosnie poklepuje mnie po plecach prubujac obic mi pluca. Caly w skowronkach znow usadza swoje dupsko w fotelu i wesolo do mnie zagaduje jaki to jest bogaty i na zmiane przez telefon rozwodzi sie ze swoja lasia... Czemu mnie to trafia w tym tragicznie smutnym bo ostatnim dniu?
Potem po dojechaniu do Delhi mam jeszcze klopoty z karta, przejezdzam 7 bankomatow i w zadnym nie moge wyplacic ani Rupijki. Jestem zalamany i calkowicie wyrzety z energii. Zaczynam myslec o wyzebraniu kazsy na bilet Metra a taxowkaz, ktory mnie tam dowiozl calkowicie wariuje i mowi ze mam mu natychmiast dac kase. Ja teatralnie siadam na chodniku i udaje ze bede plakac. Odchodzi a ja po 2 min znajduje ukryty bankomat citybanku i wszstko sie udaje.
Koniec z narzekaniem. Jade do domu. Juz za 28h bede. Teraz ostatnia tortura podrozy czyli loty, a potem 100% z siebie i kolejny wazny czas zdobywania doswiadczej zupelnie innej kategorii. Mama mowi ze czlowiek jest najbardziej zadowolony, kiedy swiadomie pokonuje swoje slabosci, kiedy wbrew lenistwu i atropii dopina guziki. Wiec zgodnie z tym zmierzam ku obiecanemu soebie hadremu Dzialaniu!
Rada No16 to taka, zeby od poczatku nastawiac sie na Powrot (jesli taki byl zaplanowany:-P) i kiedy nadejdzie juz sie nie martwic, ze nadszedl. Szkola jest nudna:-D Rutyna sama w sobie odstrasza. 2 miesiace to bylo za malo a teraz wszystko co bedzie to ciezka praca. Ale i tak jak mowi pan Karmapa wszedzie musimy szukac usmiechu.
Podsumowujac, mysle ze Indie nie sa tak przerazajace. Nie wiem czemu martwica mozgu odebrala mi zdolnosc trzezwego myslenia przed wyjazdem ale naprawde nie bylo czego sie bac. Caly szok kulturoiwy, odmiennosc zwyczajow i zupelny balagan nie sa powodem do spinki i odbierania sobie nadzieii na powodzenie podrozowania w tym kraju. Teraz zaluje ze nie wzialem laptopa, mp3. Nie musialem sie bac o brak papieru toaletowedo i srodkow czystosci. Za duzo myslenia wcale nie pomaga teraz to wiem. Zdolnosc do zlewania tego na co sie nie ma ochoty tez pozadana. Nie wiem czemu tak dlugo czasu zajelo nam wyluzowanie z calego tego balaganu. Wszedzie jest przeciez tak samo, tutaj jest tylko troszeczke inaczej.
Jak wroce do domu, napisze jeszcze cos. Mam nadzieje, ze bedzie to cos waznego, sensownego. Postaram sie w podrozy pozbierac troche mysli, zeby wszyscy ci co juz niedlugo beda miec Vize Indyjska w paszporcie wiedzieli jake fale przybrac. Zeby samemu sobie uswiadomic range podrozy dla samego siebie. Chociaz teraz mysle ze byla to jedna z najwazniejszych lekcji, nie wiem gdzie to wszystko cie we mnie ulokowalo i czego tak naprawde ta lekca mnie nauczyla. Moze sam poddalem sie tym wszystkim frazesa i teraz leje wode mowiac "podroze ksztalca"... Nie wiem za bardzo. Moze juz niedlugo a moze za dlugo sie dowiem.
A jak napisze to na koncu dodam The End. Zeby bylo wiadomo ze teraz juz wylaczam tryb wakacyjny, tryb kontemplacyjny. Pora na telesfora
sobota, 25 września 2010
czwartek, 23 września 2010
3 dni do konca.
Dzis juz tak niewiele zostalo. 3 magiczna liczba, trzeba wykozystac pozostajace dni jak najlepiej sie da. Przeszkadza brak Kingi. Wszystko juz nie takie kolorowe jak nie ma sie komu tego powiedziec, z kim przemyslec slow tych wszystkich ludzi na okolo. Troche bardziej przytlumiony i juz nie tak twardy, bardziej szary czekam na wyjazd jednoczesnie jak glupi chwytajac wszystko co tu jeszcze nie zostalo przeze mnie zbadane.
Wiec nie za duzo do pisania z przezyc. Dzis spacer w niskie Himalaje posrod niesamowitych olbrzymich rododendronow (ciekaw jestem jak tu jest jak kwitna) i tylko kilka przemyslen. Nie wiem poco wracac do domu i znow odwalac rutynke, ale chyba niezbedne jest wyedukowanie siebie, nauczenie swojego mozgu myslec i sie uczyc a potem w pelni swiadomie przyjmowac to co gotuje sie za rogiem.
Jesli ktos jeszcze nie za bardzo siebie zna, niepewnie czuje sie w sytuacjach, cokolwiekby to znaczylo, nie znalazl swojego marzenia, celu, mysle ze powinien tutaj przyjechac. Zobaczyc jak zyja Indolki, podroznicy. Jak niewiele trzeba zeby sie usmiechac. Duze slowa ale czuje ze 2 miesiace w Indiach to malo czasu, ale duzo zmian w czlowieku.
Kiedy przytargalismy sie do Delhi, przez 2 pierwsze dni bylem calkowicie sparalizowany, balem sie wychodzic z naszego domku. Szok kulturowy i juz o tym pisalem. Nic nie jest tak jak w domu, kazdy do ciebie mowi, kazdy patrzy. Dzis jakos tez do wszystkich mowie, do kazdego sprzedawcy z bananem na ustach chce sie zagadac, powiedziec mile slowo. Spotykam pogroznikow i gadam z nimi zaczynajac od srodka a nie od "what's ur name" tylko opowiadajac jak wlasnie przed chwila jadlez zupe i polecasz, a tak poza tym to chyba dzis jest jakies party w Daramsalhi. Nie wiem jak to nazwac, ale czuje sie jak w filmie, gdzie wioskowy chlopiec idzie przez swoja wioseczke i zagaduje do wszystkich wolajac ich po imieniu. Mnostwo osob zna sie tu po imieniu i wszyscy sie dobrze z tym czuja. Maja siebie na wiezchu i nie potrzeba zawiazywac dlugotwalej znajomosci zeby ktos opowiedzial ci cos ciekawego, smutnego, prywatnego. Tu wszystko jakos wedruje, z ust do ust przenosza sie rady, madre slowa, zyciowe wybory i sciezki tych wszystkich tu.
Pisze to dlatego ze przedwczoraj ktos powiedzial ze po powrocie do domu czuje sie jeszcze wiekszy szok kulturowy niz przy przyjezdzie do Indii. Otwartosc ludzi w domu ogranicza sie do cichego "przepraszam" kiedy trzepna cie niechcacy parasolem w autobusie. Nikt z nikim nie zamieni bezinteresownego slowa, bez zobowiazan a w obawie o swoja "prywatnosc" mokt nawet sie na siebie nie patrzy. Bezsensu byloby rozpoczac rozmowe o niczym z jakims kolejnym nikim w jakims niekonkretnym miejscu w trakcie czekania na kolejny autobus. Ile razy mowi sie dziendobry w domu ? Ja dziennie tutaj przynajmniej obdarzam usmniechem i tutejszym "Namaste" 100 osob a jeszcze wiecej pozdrawia mnie. Codziennie jestem zagadany o smak ciastka z piekarni, miejsce skad pochodze, o moje samopoczucie. Nie jest to jednak Angielska uprzejmosc tylko taka jakas ludzka :-D To jest cos zupelnie innego i chodzbym nie wierzyl w zadnych bogow i w zadne duszki, to jednak tutaj, w poblizu klasztorow, z pousmiechanymi mnichami na ulicy, jakos wyczuwqa sie aure zadowolenia i wszechobecnej jednosci? Nie bardzo w dalszym ciagu znajduje odpowiednie slowo.
Boje sie 2-giego szoku kulturowego jak holera. Nie wiem jak sie na to przygotowac, a moze juz teraz powinienem kupic sobie jakies Indyjsko pachnace klapki na oczy zeby chociaz miec wspomnienie tego miejsca kiedy bede NIE zwracal uwagi na wszystko wokol.
Coraz czesciej w Warszawie zadawalem sobie pytania, gdzie, poco, dlaczego, dla kogo, jak jeszcze dlugo robie to co robie i chyba to normalne dla kazdego w moim wieku. Tutaj zadaje sobie te pytania jeszcze czesciej ! I tak jak tam odpowiedz przynosila mi duzo smutku i duzo rozczarowania tak tutaj zaczynam wszystko jakos sobie ukladac. Dlaczego wracam do Warszawy, dlaczego nie rzuce szkoly na rzecz tutejszego zycia. Dlaczego jednak chce zostac jeszcze i przygotowywac sie na przyszlosc.
Karmapa, przewodnik duchowy buddystow mowil, ze zupelnie jedynym celem w zyciu jest byc szczesliwym. Jedyny i zupelny cel. Fajne co ??
Wiec nie za duzo do pisania z przezyc. Dzis spacer w niskie Himalaje posrod niesamowitych olbrzymich rododendronow (ciekaw jestem jak tu jest jak kwitna) i tylko kilka przemyslen. Nie wiem poco wracac do domu i znow odwalac rutynke, ale chyba niezbedne jest wyedukowanie siebie, nauczenie swojego mozgu myslec i sie uczyc a potem w pelni swiadomie przyjmowac to co gotuje sie za rogiem.
Jesli ktos jeszcze nie za bardzo siebie zna, niepewnie czuje sie w sytuacjach, cokolwiekby to znaczylo, nie znalazl swojego marzenia, celu, mysle ze powinien tutaj przyjechac. Zobaczyc jak zyja Indolki, podroznicy. Jak niewiele trzeba zeby sie usmiechac. Duze slowa ale czuje ze 2 miesiace w Indiach to malo czasu, ale duzo zmian w czlowieku.
Kiedy przytargalismy sie do Delhi, przez 2 pierwsze dni bylem calkowicie sparalizowany, balem sie wychodzic z naszego domku. Szok kulturowy i juz o tym pisalem. Nic nie jest tak jak w domu, kazdy do ciebie mowi, kazdy patrzy. Dzis jakos tez do wszystkich mowie, do kazdego sprzedawcy z bananem na ustach chce sie zagadac, powiedziec mile slowo. Spotykam pogroznikow i gadam z nimi zaczynajac od srodka a nie od "what's ur name" tylko opowiadajac jak wlasnie przed chwila jadlez zupe i polecasz, a tak poza tym to chyba dzis jest jakies party w Daramsalhi. Nie wiem jak to nazwac, ale czuje sie jak w filmie, gdzie wioskowy chlopiec idzie przez swoja wioseczke i zagaduje do wszystkich wolajac ich po imieniu. Mnostwo osob zna sie tu po imieniu i wszyscy sie dobrze z tym czuja. Maja siebie na wiezchu i nie potrzeba zawiazywac dlugotwalej znajomosci zeby ktos opowiedzial ci cos ciekawego, smutnego, prywatnego. Tu wszystko jakos wedruje, z ust do ust przenosza sie rady, madre slowa, zyciowe wybory i sciezki tych wszystkich tu.
Pisze to dlatego ze przedwczoraj ktos powiedzial ze po powrocie do domu czuje sie jeszcze wiekszy szok kulturowy niz przy przyjezdzie do Indii. Otwartosc ludzi w domu ogranicza sie do cichego "przepraszam" kiedy trzepna cie niechcacy parasolem w autobusie. Nikt z nikim nie zamieni bezinteresownego slowa, bez zobowiazan a w obawie o swoja "prywatnosc" mokt nawet sie na siebie nie patrzy. Bezsensu byloby rozpoczac rozmowe o niczym z jakims kolejnym nikim w jakims niekonkretnym miejscu w trakcie czekania na kolejny autobus. Ile razy mowi sie dziendobry w domu ? Ja dziennie tutaj przynajmniej obdarzam usmniechem i tutejszym "Namaste" 100 osob a jeszcze wiecej pozdrawia mnie. Codziennie jestem zagadany o smak ciastka z piekarni, miejsce skad pochodze, o moje samopoczucie. Nie jest to jednak Angielska uprzejmosc tylko taka jakas ludzka :-D To jest cos zupelnie innego i chodzbym nie wierzyl w zadnych bogow i w zadne duszki, to jednak tutaj, w poblizu klasztorow, z pousmiechanymi mnichami na ulicy, jakos wyczuwqa sie aure zadowolenia i wszechobecnej jednosci? Nie bardzo w dalszym ciagu znajduje odpowiednie slowo.
Boje sie 2-giego szoku kulturowego jak holera. Nie wiem jak sie na to przygotowac, a moze juz teraz powinienem kupic sobie jakies Indyjsko pachnace klapki na oczy zeby chociaz miec wspomnienie tego miejsca kiedy bede NIE zwracal uwagi na wszystko wokol.
Coraz czesciej w Warszawie zadawalem sobie pytania, gdzie, poco, dlaczego, dla kogo, jak jeszcze dlugo robie to co robie i chyba to normalne dla kazdego w moim wieku. Tutaj zadaje sobie te pytania jeszcze czesciej ! I tak jak tam odpowiedz przynosila mi duzo smutku i duzo rozczarowania tak tutaj zaczynam wszystko jakos sobie ukladac. Dlaczego wracam do Warszawy, dlaczego nie rzuce szkoly na rzecz tutejszego zycia. Dlaczego jednak chce zostac jeszcze i przygotowywac sie na przyszlosc.
Karmapa, przewodnik duchowy buddystow mowil, ze zupelnie jedynym celem w zyciu jest byc szczesliwym. Jedyny i zupelny cel. Fajne co ??
sobota, 18 września 2010
8 dzien od konca
Takie 3 dni jak te to chyba nieczesto sie ma. Tak naprawde jedne z najwazniejszych. Jesli ktos kiedys bedzie miec 3 dni.
Zaczne od tego co najpierw. Nasz guesthous kosztuje 6,6zl dziennie za pokoj a jest niesamowity. Wszedzie wokol kreca sie ludzie podrozujacy od 9 miesiecy do kilkunastu lat. Kazdy ma cos do opowiedzenia, kazdy troche inaczej. Wszyscy sa ciekaw i naprawde spotkanie z nimi daje olbrzymia nadzieje na przyszlosc :-D Da sie zyc i naprawde nic sobie nie robic z glupiego pomyslu podazania za?
"Wchodnia europa mowi: Ucz sie, Pracuj ciezko. Uniwersytet i jezyki a bedziesz miec swietna prace, dobre zycie. Ale na koncu drogi gdzie ucieklo to dobre zycie ?"To wlasnie mowia nam podrozniki z naszego hostelu, zrezygnowani po przezyciach z kredytami, przywiazani do swoich 45' telewizorow i szybkich samochodow, tutaj codziennie spacerujac i w spokoju czytajac, rozwijajac sie. Trawa po 2-giej stronie zawsze bardziej ale oni nie wydaja sie o kszte sflustrowani, zanudzeni, ztyrani. Wszystko im przychodzi bardziej jakos tak poprostu, bez potu na czole. W kazdej chwili zapytani, odpowiedza i cie poinstruuja, powiedza co dla nich wazne. Kazdego dnia slysze przemile hello a wieczorem zawsze spytaja co sie dzialo w twoim dniu. Przesiakli Indyjska otwartoscia. Nie maja klapek na oczach jak panowiepanie z autobusow codziennej komunikacji warszawy a sa ciekawi wszystkiego co wokol. Krotki opis niewiadomopoco ale czy niechcialbys spotkac kogos takiego?
Mnichy daly sie poznac z jak najleprzej strony. Pierwszy klasztor buddyjski w zyciu i juz Neema, mnich tutejszej gompy przez godzine opowiada nam o budyzmie, tej czesci Indii, Tybetanczykach. Mowi zebysmy poszli do Karnapy, duchownego przewodnika nastepnego po Dalajlamie. Zeby isc i posluchac ich modlitw i zobaczyc. I to jak latwo sie na nich patrzy. Jakos zupelnie bezproblemowo. Podnosisz na nich wzrok a na twarzy czerwonego mniszka wykwita usmiech. Podnosisz aparat a w oczach rozpala sie zrozumienie. Bezproblemowy kontakt. Nie to co w domu :-D
Puja-Buddyjska modlitwa to cos czego nigdy nie zapomne. O 18:30 rozpoczyna sie w osrodku buddyjskim, podlaczonym do kompleksu Tybetanskiego rzadu na uchodzctwie. Jest niesamowicie. Mnisi zmienionymi i groznymi glosami, przekrzykuja sie w ciaglym i jednostajnym rytmie. Glebokie basy glosow przeszywaja. Naprawde mozna poczuc w stopach. Potem instrumenty wiecej grozy, a mi szczeka opada na ziemi. Podnosze ja i chwile sie otrzasam po mojej zgubie kiedy dolaczaja sie megaglebokie traby. Staram sie trzymac juz szczeke zeby znow nie zgubic ale rece gonia mi do aparatu. Jestesmy z boku sali ale uczestniczymy w modlitwie. Dostajemy herbate jak kazdy modlacy, swiete jedzonko. Nie omijaja nas wzrokiem a raczej dolaczaja. To juz nie ci sami azjaci co ciekawskie Hinduski. Cos zupelnie niebywalego. Dostajemy potem prowiant, jak kazdy modlacy sie. Niesamowicie mily gest, a kiedy wszystko sie konczy od kazdego mnicha otrzymujemy odusmiech :-D
Od Rivany, jednej z podrozniczek z naszego hotelu uslyszalem, ze jak wrocimy spowrotem do domu, bedziemy raz jeszcze musieli przezyc szok kulturowy. Spowrotem bedzie trzeba poczuc sie jak samotnik. W Metrze, autobusie cicho. Po cichu do szkoly i ze szkoly. Patrz pod nogi CICHO. Co siebie interesuje kim jestem, czus ty zboczeniec jaki?
Tutaj kazdy jest zainteresowany chodzby krotkim kontaktem. Czesto to oni dziekuja ze my zadalismy im pytanie. Czesto rozmawiami z obcymi ludzmi o niczym i smiejemy sie ze sprzedawcami z cen. Czesto mijamy bialych i poprostu mowimy sobie hello, witaj co robisz kim jestes. Czesto mijamy brazowych i pyamy o to samo a przy tym czujesz sie jakos ciagle obok wszystkich.Sasiad twym bratem jest a kazdy z kazdym nawiazuje kontakt chodzby wzrokowy. Trudno bylo do tego przywyknac, nauczyc sie jak i kiedy rozmawiac, ale teraz naprawde przyjemnosc sprawia ten wszechobecny obok usmiech :-D Boje sie tego co juz niedlugo.
Wczoraj pierwsza wyprawa w Himalaje. Idziemy na gore wysokosci 2875m startujac z 1400. Gubimy sie po drodze, idziemy na przelaj, w gore. Prawie sie wspinamy. Potem sie odnajdujemy i 4h pod gorke, po kamieniach, przes strumienie wsrod chmur. Caly czas przeklinamy, na zmiane ciskajac nic nie znaczace "zajebiscie" i podziwiamy co chwile zmieniajacy sie krajobraz. Czuje sie jak w Indiana Jones, idac na polce skalnej szerokosci 2m a potem przepasc. Cos zupelnie nie z tej bajki jakby nie powinno mnie spotykac. Przyroda zapiera dech a ja wbrew fotografi przyrodniczej na codzien tym razem wyjmuje aparat i poprostu pstrykam co 10m. Na szczycie jest jeszcze lepiej, a zachod slonca... Ciezko mi to przezywac bo nie za duzo po gorach lazilem. Robi to na mnie ogromne i poirunujace wrazenie. Kiunga natomiast po gorach nie chodzila nigdy i wlasnie rozpoczela od Himalajow swoja przygode. Ona doslownie czolga sie z wrazenia, brakuje jej slow. Jest przasnie a pomysl na noc to spanie w namiotach na szczycie, za ktore placimy wiecej niz za jakikolwiek pokoj do tej pory podczas calej jazdy. O poranku juz nie chce pisac, bo niestety slownik nie za szeroki a nie czytalem "nad niemnem" wiec przyrody nie umiem opisac. W kazdym razie bylo najlepiej.
Dzis wyklady z Karnapa po szalenczym zbieganiu z gor. To co w gore zajelo 5 w dol tylko 3 h. Teraz juz nie wsrod bialych oblokow. Przejzysty i sloneczny dzien, odslania panorame calych pobliskich Himalajow, okolicznych wiosek i kolejne przezycie w gorach :-P Na 16 u Karnapy, 2h wykladu. Jest genialnie, wydaje sie jakby Buddysci mieli pomysl na wszystko, a nie jak "nasza Polska religia" cierpienie zbliza cie do boga... Tutaj wszystko jest w jakims kolku, wszystko wynika ze wszystkiego. Karnapa odwoluje sie co i rusz do najnowszych badan, technologi. Mowi o swiecie wspolczesnym nie jako zlu, ktore omamia i niszczy a jako o nowej sytuacji w ktorej my musimy szukac. Nie wiem czy od jutra bede buddysta, zapewne nie :-D Napewno jednak chce posluchac filozofi tych usmiechatych i pomocnych ludzi ubranych na pomaranczowo :-P
Zostal mi tydzien. Juz coraz blizej dom a ja dopiero teraz naprawde dobrze sie tu czuje. Dopiero teraz znalezlismy miejce i rzeczy warte eksplorowania naprawde. Z czasem nabiera sie umiejetnosci bycia tu i tam, ale to jest tak jak ze wszystkim, bez skilla jest ciezko :-D Wracac, nie wracac oto jest pytanie. Wiem tylko ze z calych sil bede pracowal na przyszly rok, na przyszle poznawanie. Doloze wszelkich staran w szkolach i w pracy zeby wszystko sie udalo i zeby byc zadowolony i jest to obietnica, ktora skladam sobie :-D To, ze spotyka sie tu taka mase genialnbych ludzi daje powera na samorozwoj i nie marnowanie czasu. Na wyrozumialosc dla ludzi poznawanych kazdego dnia i zycie bez uprzedzen do kogokolwiek. Tutaj jescze bardziej doswiadczas to oklepane "kazdy jest inny" ale mam nadzieje ze wszystko co tutaj, przelozy sie na tam a my bedziemy mogli bardziej swiadomie stawac sie.
Rada No.14 to bedzie taka, zeby przyjechac tu a nie tam. Tutaj w Himalajach jest tak jak nigdzie indziej. Spokojnie ale w dalszym ciagu "indian style". Wszystko jakos bezproblemowo.
Rada No.15 to taka, zeby nie kupowac kart do aparatu firmy pqi. Zaoszczedzilem 100 zl w stosunku do sandisca a teraz nie mam 2 Gb moich zdjec. Mam nadzieje ze moj magik Tata cos z tym zrobi, ale jak narazie nie wiem co bedzie z moimi szczalami...
Dzis czuje jakbym pogwalcil Jezyk polski i interpunkcjie najbardziej...
Wiec raz jeszcze przepraszam za bledy,
i za ortografie tez.
Zaczne od tego co najpierw. Nasz guesthous kosztuje 6,6zl dziennie za pokoj a jest niesamowity. Wszedzie wokol kreca sie ludzie podrozujacy od 9 miesiecy do kilkunastu lat. Kazdy ma cos do opowiedzenia, kazdy troche inaczej. Wszyscy sa ciekaw i naprawde spotkanie z nimi daje olbrzymia nadzieje na przyszlosc :-D Da sie zyc i naprawde nic sobie nie robic z glupiego pomyslu podazania za?
"Wchodnia europa mowi: Ucz sie, Pracuj ciezko. Uniwersytet i jezyki a bedziesz miec swietna prace, dobre zycie. Ale na koncu drogi gdzie ucieklo to dobre zycie ?"To wlasnie mowia nam podrozniki z naszego hostelu, zrezygnowani po przezyciach z kredytami, przywiazani do swoich 45' telewizorow i szybkich samochodow, tutaj codziennie spacerujac i w spokoju czytajac, rozwijajac sie. Trawa po 2-giej stronie zawsze bardziej ale oni nie wydaja sie o kszte sflustrowani, zanudzeni, ztyrani. Wszystko im przychodzi bardziej jakos tak poprostu, bez potu na czole. W kazdej chwili zapytani, odpowiedza i cie poinstruuja, powiedza co dla nich wazne. Kazdego dnia slysze przemile hello a wieczorem zawsze spytaja co sie dzialo w twoim dniu. Przesiakli Indyjska otwartoscia. Nie maja klapek na oczach jak panowiepanie z autobusow codziennej komunikacji warszawy a sa ciekawi wszystkiego co wokol. Krotki opis niewiadomopoco ale czy niechcialbys spotkac kogos takiego?
Mnichy daly sie poznac z jak najleprzej strony. Pierwszy klasztor buddyjski w zyciu i juz Neema, mnich tutejszej gompy przez godzine opowiada nam o budyzmie, tej czesci Indii, Tybetanczykach. Mowi zebysmy poszli do Karnapy, duchownego przewodnika nastepnego po Dalajlamie. Zeby isc i posluchac ich modlitw i zobaczyc. I to jak latwo sie na nich patrzy. Jakos zupelnie bezproblemowo. Podnosisz na nich wzrok a na twarzy czerwonego mniszka wykwita usmiech. Podnosisz aparat a w oczach rozpala sie zrozumienie. Bezproblemowy kontakt. Nie to co w domu :-D
Puja-Buddyjska modlitwa to cos czego nigdy nie zapomne. O 18:30 rozpoczyna sie w osrodku buddyjskim, podlaczonym do kompleksu Tybetanskiego rzadu na uchodzctwie. Jest niesamowicie. Mnisi zmienionymi i groznymi glosami, przekrzykuja sie w ciaglym i jednostajnym rytmie. Glebokie basy glosow przeszywaja. Naprawde mozna poczuc w stopach. Potem instrumenty wiecej grozy, a mi szczeka opada na ziemi. Podnosze ja i chwile sie otrzasam po mojej zgubie kiedy dolaczaja sie megaglebokie traby. Staram sie trzymac juz szczeke zeby znow nie zgubic ale rece gonia mi do aparatu. Jestesmy z boku sali ale uczestniczymy w modlitwie. Dostajemy herbate jak kazdy modlacy, swiete jedzonko. Nie omijaja nas wzrokiem a raczej dolaczaja. To juz nie ci sami azjaci co ciekawskie Hinduski. Cos zupelnie niebywalego. Dostajemy potem prowiant, jak kazdy modlacy sie. Niesamowicie mily gest, a kiedy wszystko sie konczy od kazdego mnicha otrzymujemy odusmiech :-D
Od Rivany, jednej z podrozniczek z naszego hotelu uslyszalem, ze jak wrocimy spowrotem do domu, bedziemy raz jeszcze musieli przezyc szok kulturowy. Spowrotem bedzie trzeba poczuc sie jak samotnik. W Metrze, autobusie cicho. Po cichu do szkoly i ze szkoly. Patrz pod nogi CICHO. Co siebie interesuje kim jestem, czus ty zboczeniec jaki?
Tutaj kazdy jest zainteresowany chodzby krotkim kontaktem. Czesto to oni dziekuja ze my zadalismy im pytanie. Czesto rozmawiami z obcymi ludzmi o niczym i smiejemy sie ze sprzedawcami z cen. Czesto mijamy bialych i poprostu mowimy sobie hello, witaj co robisz kim jestes. Czesto mijamy brazowych i pyamy o to samo a przy tym czujesz sie jakos ciagle obok wszystkich.Sasiad twym bratem jest a kazdy z kazdym nawiazuje kontakt chodzby wzrokowy. Trudno bylo do tego przywyknac, nauczyc sie jak i kiedy rozmawiac, ale teraz naprawde przyjemnosc sprawia ten wszechobecny obok usmiech :-D Boje sie tego co juz niedlugo.
Wczoraj pierwsza wyprawa w Himalaje. Idziemy na gore wysokosci 2875m startujac z 1400. Gubimy sie po drodze, idziemy na przelaj, w gore. Prawie sie wspinamy. Potem sie odnajdujemy i 4h pod gorke, po kamieniach, przes strumienie wsrod chmur. Caly czas przeklinamy, na zmiane ciskajac nic nie znaczace "zajebiscie" i podziwiamy co chwile zmieniajacy sie krajobraz. Czuje sie jak w Indiana Jones, idac na polce skalnej szerokosci 2m a potem przepasc. Cos zupelnie nie z tej bajki jakby nie powinno mnie spotykac. Przyroda zapiera dech a ja wbrew fotografi przyrodniczej na codzien tym razem wyjmuje aparat i poprostu pstrykam co 10m. Na szczycie jest jeszcze lepiej, a zachod slonca... Ciezko mi to przezywac bo nie za duzo po gorach lazilem. Robi to na mnie ogromne i poirunujace wrazenie. Kiunga natomiast po gorach nie chodzila nigdy i wlasnie rozpoczela od Himalajow swoja przygode. Ona doslownie czolga sie z wrazenia, brakuje jej slow. Jest przasnie a pomysl na noc to spanie w namiotach na szczycie, za ktore placimy wiecej niz za jakikolwiek pokoj do tej pory podczas calej jazdy. O poranku juz nie chce pisac, bo niestety slownik nie za szeroki a nie czytalem "nad niemnem" wiec przyrody nie umiem opisac. W kazdym razie bylo najlepiej.
Dzis wyklady z Karnapa po szalenczym zbieganiu z gor. To co w gore zajelo 5 w dol tylko 3 h. Teraz juz nie wsrod bialych oblokow. Przejzysty i sloneczny dzien, odslania panorame calych pobliskich Himalajow, okolicznych wiosek i kolejne przezycie w gorach :-P Na 16 u Karnapy, 2h wykladu. Jest genialnie, wydaje sie jakby Buddysci mieli pomysl na wszystko, a nie jak "nasza Polska religia" cierpienie zbliza cie do boga... Tutaj wszystko jest w jakims kolku, wszystko wynika ze wszystkiego. Karnapa odwoluje sie co i rusz do najnowszych badan, technologi. Mowi o swiecie wspolczesnym nie jako zlu, ktore omamia i niszczy a jako o nowej sytuacji w ktorej my musimy szukac. Nie wiem czy od jutra bede buddysta, zapewne nie :-D Napewno jednak chce posluchac filozofi tych usmiechatych i pomocnych ludzi ubranych na pomaranczowo :-P
Zostal mi tydzien. Juz coraz blizej dom a ja dopiero teraz naprawde dobrze sie tu czuje. Dopiero teraz znalezlismy miejce i rzeczy warte eksplorowania naprawde. Z czasem nabiera sie umiejetnosci bycia tu i tam, ale to jest tak jak ze wszystkim, bez skilla jest ciezko :-D Wracac, nie wracac oto jest pytanie. Wiem tylko ze z calych sil bede pracowal na przyszly rok, na przyszle poznawanie. Doloze wszelkich staran w szkolach i w pracy zeby wszystko sie udalo i zeby byc zadowolony i jest to obietnica, ktora skladam sobie :-D To, ze spotyka sie tu taka mase genialnbych ludzi daje powera na samorozwoj i nie marnowanie czasu. Na wyrozumialosc dla ludzi poznawanych kazdego dnia i zycie bez uprzedzen do kogokolwiek. Tutaj jescze bardziej doswiadczas to oklepane "kazdy jest inny" ale mam nadzieje ze wszystko co tutaj, przelozy sie na tam a my bedziemy mogli bardziej swiadomie stawac sie.
Rada No.14 to bedzie taka, zeby przyjechac tu a nie tam. Tutaj w Himalajach jest tak jak nigdzie indziej. Spokojnie ale w dalszym ciagu "indian style". Wszystko jakos bezproblemowo.
Rada No.15 to taka, zeby nie kupowac kart do aparatu firmy pqi. Zaoszczedzilem 100 zl w stosunku do sandisca a teraz nie mam 2 Gb moich zdjec. Mam nadzieje ze moj magik Tata cos z tym zrobi, ale jak narazie nie wiem co bedzie z moimi szczalami...
Dzis czuje jakbym pogwalcil Jezyk polski i interpunkcjie najbardziej...
Wiec raz jeszcze przepraszam za bledy,
i za ortografie tez.
środa, 15 września 2010
Himalaje? 11 dzien od konca
Juz mniej niz 2 tygodnie a dopiero teraz zaczynamy chyba rozumiec co tu tak naprawde sie wydarzylo i wydarza. Teraz juz w Bangsu, 2km od McLeod Ganj. W google maps nie ma tu nawet narysowanej drogi ale zapewniam, jest.
Mial byc koniec swiata, ale wdaje mi sie ze ten koniec swiata kilku, kilkudziesieciu turystow znalazlo chwilke przed nami. Wiec na jakies czterdziesci brazowiako znajdzie sie bialasek a to dosc duze stezenie bialego w brazowym.
Dzis 7h jechalismy z Amritsaru do Bangsu a potem dopiero uswiadomilismy sobie ze przejechalism 200km. Niektorzy niemcy pewno by potrafili taki dystans i w godzine ale my grzecznie i spokojnie, obcujac z uroczymi hinduskmi i hindusiatkmi wytrzymywalismy nasza podroz. Drogi niestety nie daja powiedziec nic innego. Do najmilszych nie moge zaliczyc tego dystansu bo brzuszek naprawde odmawial. Mysle ze jakis narzad napewno mi sie odbil albo conajmniej mocno zmeczyl bo z apetytem nie najlepiej:-P
Chyba nie wspominalem o umiejetnosciach Hindusow na polu prowadzenia pojazdow welokolowych. A wiec dla mnie, w kolejnosci od najwazniejszego do najmniej waznego guziczka w samochodzie sa Sprzeglo, hamulec, gaz, kierunkowskazy (o czyms zapomnialem?) Hindusi natomiast maja zupelnie inna kolejnosc, dosyc niepokojaca w szczegolnosci podczas jazdy na Himalajskich serpentynach z filmowymi przepasciami tuz tuz obok. Oni rozpoczynaja od Gazu. Wlasciwie tylko to sie liczy. Kto szybszy ten fajniejszy a zeby o tym wszystkim zaanounsowac niezbedny jest klakson, ktory ustalam na 2gim miejscu. Sprzeglo chyba uzywaja chociaz co i rusz slychac wszechobecny charkot lekkiego niedocisniecia tudziesz porzadny wstrzas autobusem z powodu bardziej znacznego niedocisniecia sprzegla. Jako ze kierunkowskazow zaden pojazd tu nie ma a jesli juz ma to zeby sie nie wyruzniac poprostu ich nie uzywa. No i sprawa Hamulca. Nie wiem czy go uzywaja w normalnej jezdzie ale raz na jakis czas, w ramach spolecznej pobudki, autobus badz riksza Hamuje. Chociaz moze lepiej byloby uzycz zamarza w miejscu nie artwiac sie o towar przewozony na pace ? W kazdym razie Bardzo dobrze wszystko to im wychodzi. Tylko 2 razy siedzielismy w rikszy ktora "zawadzila" o jakas przeszkodke. Wiec chyba calkiem niezle :-D
Aha jeszcze niesamowity wynalazek, droga wielokierunkowa. Jest to cos takiego ze kazdy pas ruchu dzieli sie na lewo i prawo stronny. Nie wiem czy moje umiejetnosci literackie dadza rade zeby to wytlumaczyc ale sprobuje. Jako ze Hindusy, spladrowane zostaly po trosze przez Angoli, kilka rzeczy pozostalo tu tak dziwnych jak w Angli (2 krany zamiast jednego, ruch lewostronny, pietrowe autobusy) w Indiach jezdzi sie po stronie Lewej. Wiec jak kazdy sie domysla skret w prawo, przysparza czasami nieco problemu. Hindus za to madra glowa, wymyslil cos takiego jak pas wielokierunkowy. Na rysunku zamieszczam wersje "a" - poprawnego skrecania w prawo z "czekaniem" lub wersje b w dwoch krokach, stosowana przez wiekszosc driverow w tym kolorowym kraju :-D Bardzo zabawne jest jechac w rikszy pasem "pod prad" modlac sie czy oby kierowca zdazy zjechac na swoj pas, czy w koncu w cos przywali. :-D Na skuterze tez tak jezdzilismy :-P
Dobranoc na dzis. Idziemy na academie Backgammona. Jak sie dowiem co to to napisze.
wtorek, 14 września 2010
Dalej dalej
Taki troche czas zeby sobie jeszcze raz wszystko poukladac.
Jak ja juz klalem na te Indie a w szczegolnosci na tych pojebanych Hindusow. Dzis za to sciskalem sie z nimi w autobusie, w swiatyni robilem sobie zdjecia z dziewczynami i caly dzien bylem dla nich mily. Nie wiem czy ten Rollercoster nie byl zbyt dla duzych dzieci. Bartki takie jak ja, ktore niechcialyby takich karuzel przezywac niech nie przyjezdzaja. Hinduski sa takim dziwnym narodem, ktory zrobi wszystko, zeby cie zirytowac, obedrzec z prywatnosci i uwydatnic twoj kolor skory. Sa irytujacy na maxa a wszystko to robia z taka uroczoscia. Nie wiedza jak "zle" w naszych standardach zachowuja sie i jak bardzo moze to nam przeszkadzac. Jednoczesnie sa tak kochani i tak usmiechnieci w tej swojej nieporadnosci. Cala droge z Jaisalmeru do Bikaneru przespalem na ramieniu 20 ilus letniego chlopaka i bylo naprawde cudownie bratersko a dzis za to wywalilem z reki wode strasznie natarczywemu chlopakowi w Atari. Robia mi z mozgu bajoro.
Przez ostatni tydzien duzo sobie cichutko myslalem. Powolutku z czerni i biely wylaniaja sie odcienie szarosci a ja coraz bardziej rozumiem jak poruszac sie po tym Kraju. Mysle ze miesiac nie wystarczy zeby zrozumiec Indie i chociaz dzis na glos mowie, ze nie wroce tu zbyt szybko, to jakos w glowie planuje przyszly rok wlasnie tutaj.
Jest brudno a za rogiem czysto. Strasznie glosno a potem spokojnie. Wszyscy gwizdza, naganiaja, prosza a wieczorem od ladnej hinduski slyszysz ze jestes klonek Leonardo di Caprio (lol). Wczoraj
Wiec Amritsar jest polecany goraco. Niesamowite miejsce, w ktorym wyladowalismy po podrozy z 2 francuskami i ich kretaczem kierowca. 500 rpi za poroz w prywatnym samochodzie z obiazdem po Udaipurze :-D Mega! Szegolnie po przeliczeniu tego na zlotowki i spostrzezenie ze za caly dzien jazdy zaplacilismy 33,3 zl :-D Dzis dostalem maila od dziewczyn ze Kierowca zupelnie oszalal podczas pordozy i zabieral je jedynie do drogich knajp, w ktorych pobieral "commision" za ich posilek tam. Wszystko tutaj sie opiera na komisji? Nie wiem jak w Polskim sie mowi ale "commision" to rodzaj podatku, przyslugi jaka wyswiadcza restauracja, hotel czy inne miejsce naganiaczowi za przyprowadzenie grubych portweli. Znajomi poznani w Jaisalmerze (tacy co to cale Indie na Motorze chca zjechac) opoiadali ze ich przyjaciel hindus zostal zapytany nawet w sklepie z osprzetem do motoru, ile chce za przyprowadzenie Bialaskow, zeby mogl przeliczyc koncowa cene. Tak wiec przemily kierowca, z ktorym mielismy okazje podrozowac, comisje chcial pobierac wszedzie, a kiedy zorientowal sie ze dziewczyny nie lubia drogich knajpek, zaczal podnosic cene za dzien jego uslug. Nie wiem jak to sie potoczylo dalej, ale tak wlasnie tu wszystko sobie pracuje :-D Ja nie wiem czy ten caly "commision" to dobrze czy nie dobrze. Ja sie na to denerwuje, ale oni wydaje sie ze sa z tego zadowoleni :-D
Amritsar, w ktorym aktualnie jestesmy jest absolutnie niesamowity. Jesli komus mialbym cos polecic, to przyjachenie wlasnie tu jako pierwsze miejsce w indiach. Nie jest tu tak turystycznie jak w Pushkarze a rownie spokojnie jak tam. Mozna sobie tu urzadzic okres przystosowawczy do indii, lezac na marmusze Golden tempel, byc goszczonym w przyswiatynnym dormitorium badz karmionym w jadlodalni (tez przyswiatynnej). Poznanawanie kultury Sikhow jest bardziej lekkostrawne od kultury ich braciakow kolegow Hinduskow. Sikhy to sa takie typki co mysla ze sa wojownikami i nosza takie zabawne turbany i sztylet-scyzoryk przy pasie. Nie polubili sie z Hinduskami ni z Muzulmanami, wiec wymyslili sobie ze beda Sikhami i sa naprawde fajowi :-D Zbudowali sobie Golden tempel coto ma na sobie 750kg zlota i sobie wokol niej dreptaja w swoich turbanach na glowie. Nie obcinaja przez cale zycie wlosow a potem wszystkie je skrzetnie chowaja pod turbanem a wszystko poto, ze jak kiedys kto by taki turban chcialby mieczem potraktowac, to zwotek wlosow hodowanych przez cale zycie i jeszcze tego calego turbanowego materialu mialby ich uchronic przed przejsciem na droga strone.
My sobie tez tak drepczemy, na zmiane mowiac WOOW... Ale zajebiscie! Zlata swiatynia jest naprawde niesamowita. Najbardziej imponujacy zabyt w Indiach jak dotad. Ale oprocz swiatynnych modlitewek i powaznego nastroju wszechpanujacej religii, w Amritsarze jest tez Shoping Mall! Nie moglem sie powstrzymac. W kraju, w ktorym wszystko jest inaczej chcialem zobaczyc co jest tak samo. Ale w Mc Donaldzie i tym razem nie podawali wolowiny wiec zadowolilem sie McRyba. Kupilysmy kindze 2 pary mega okularow z superwypasionymi, wszystkomogacymi szklami za laczna sume 5250Rpi! Co nba polskie daje 350 zl :-D Poszlismy tez do kina na Dabang i sie nie rozczarowalismy i tym razem. Sceny Akcji rozwalaja. Poziomem nie przekraczaja tych z "Wejscie smoka" a jakoscia obrazu, oswietlenia i efektow specjalnych dorownuja produkcja Hollywood. Niesamowite zjawisko. Nie mam pojecia czy oni ogladaja to z powaga, czy tak jak my poprostu nabijaja sie z kazdej jednej sceny, spojzenia, dialogu. Tam wydaje sie ze najpowazniejsze sceny sa krecone poto zeby madry widz smial sie najbardziej ale sam juz nie wiem. Bylo odjazdowo a fabulke i tym razem nie trudno bylo obczaic nawet bez znajomosci Hindi. Jeszcze shoping mal mial mi do zaoferowania naprawde niebywale djechane buty zimowe w cenie 120 zl ale niestety numeracja Hinduskow konczy sie na rozmiarze 44. A to troszke za malo. Butow nie bedzie.
Jutro dalej. Teraz Macklonge ? Czy jaos tak to sie nazywa? Obok Daramsalhi. Przenosimy sie zrowninkopustynek w przedHimalaje. Nie wiem czemu taki wybor, teraz tam leje i milo wcale nie jest, ale moze to dlatego ze Himalaje tak grubo brzmia. Jakby co Jade w himalaje, powiedzcie mojej Mamie.
Postaram sie pisac teraz czesciej. Mam wrazenie ze mam teraz cos do powiedzenia. Ostatni tydzien naprawde brakowalo mi slow, i znow nie wiem czy przez rozczarowania czy przez te przezycia ktore dlawia jezyk tam gdzies. Wiec dzis juz ze spokojem. Mam nadzieje, ze hinduski nie wytraca mi go za szybko. A Hinduski to dlatego, ze oni wydaja sie byc z wygladu starsi, a z rozmow mlodsi. Wyczucie wieku jest zupelnie nie mozliwe z wygladu a w rozmowie wydaje sie jakby zawsze rozmawiac z 10-15 latkiem. Kochane Hinduski.
Jak ja juz klalem na te Indie a w szczegolnosci na tych pojebanych Hindusow. Dzis za to sciskalem sie z nimi w autobusie, w swiatyni robilem sobie zdjecia z dziewczynami i caly dzien bylem dla nich mily. Nie wiem czy ten Rollercoster nie byl zbyt dla duzych dzieci. Bartki takie jak ja, ktore niechcialyby takich karuzel przezywac niech nie przyjezdzaja. Hinduski sa takim dziwnym narodem, ktory zrobi wszystko, zeby cie zirytowac, obedrzec z prywatnosci i uwydatnic twoj kolor skory. Sa irytujacy na maxa a wszystko to robia z taka uroczoscia. Nie wiedza jak "zle" w naszych standardach zachowuja sie i jak bardzo moze to nam przeszkadzac. Jednoczesnie sa tak kochani i tak usmiechnieci w tej swojej nieporadnosci. Cala droge z Jaisalmeru do Bikaneru przespalem na ramieniu 20 ilus letniego chlopaka i bylo naprawde cudownie bratersko a dzis za to wywalilem z reki wode strasznie natarczywemu chlopakowi w Atari. Robia mi z mozgu bajoro.
Przez ostatni tydzien duzo sobie cichutko myslalem. Powolutku z czerni i biely wylaniaja sie odcienie szarosci a ja coraz bardziej rozumiem jak poruszac sie po tym Kraju. Mysle ze miesiac nie wystarczy zeby zrozumiec Indie i chociaz dzis na glos mowie, ze nie wroce tu zbyt szybko, to jakos w glowie planuje przyszly rok wlasnie tutaj.
Jest brudno a za rogiem czysto. Strasznie glosno a potem spokojnie. Wszyscy gwizdza, naganiaja, prosza a wieczorem od ladnej hinduski slyszysz ze jestes klonek Leonardo di Caprio (lol). Wczoraj
Wiec Amritsar jest polecany goraco. Niesamowite miejsce, w ktorym wyladowalismy po podrozy z 2 francuskami i ich kretaczem kierowca. 500 rpi za poroz w prywatnym samochodzie z obiazdem po Udaipurze :-D Mega! Szegolnie po przeliczeniu tego na zlotowki i spostrzezenie ze za caly dzien jazdy zaplacilismy 33,3 zl :-D Dzis dostalem maila od dziewczyn ze Kierowca zupelnie oszalal podczas pordozy i zabieral je jedynie do drogich knajp, w ktorych pobieral "commision" za ich posilek tam. Wszystko tutaj sie opiera na komisji? Nie wiem jak w Polskim sie mowi ale "commision" to rodzaj podatku, przyslugi jaka wyswiadcza restauracja, hotel czy inne miejsce naganiaczowi za przyprowadzenie grubych portweli. Znajomi poznani w Jaisalmerze (tacy co to cale Indie na Motorze chca zjechac) opoiadali ze ich przyjaciel hindus zostal zapytany nawet w sklepie z osprzetem do motoru, ile chce za przyprowadzenie Bialaskow, zeby mogl przeliczyc koncowa cene. Tak wiec przemily kierowca, z ktorym mielismy okazje podrozowac, comisje chcial pobierac wszedzie, a kiedy zorientowal sie ze dziewczyny nie lubia drogich knajpek, zaczal podnosic cene za dzien jego uslug. Nie wiem jak to sie potoczylo dalej, ale tak wlasnie tu wszystko sobie pracuje :-D Ja nie wiem czy ten caly "commision" to dobrze czy nie dobrze. Ja sie na to denerwuje, ale oni wydaje sie ze sa z tego zadowoleni :-D
Amritsar, w ktorym aktualnie jestesmy jest absolutnie niesamowity. Jesli komus mialbym cos polecic, to przyjachenie wlasnie tu jako pierwsze miejsce w indiach. Nie jest tu tak turystycznie jak w Pushkarze a rownie spokojnie jak tam. Mozna sobie tu urzadzic okres przystosowawczy do indii, lezac na marmusze Golden tempel, byc goszczonym w przyswiatynnym dormitorium badz karmionym w jadlodalni (tez przyswiatynnej). Poznanawanie kultury Sikhow jest bardziej lekkostrawne od kultury ich braciakow kolegow Hinduskow. Sikhy to sa takie typki co mysla ze sa wojownikami i nosza takie zabawne turbany i sztylet-scyzoryk przy pasie. Nie polubili sie z Hinduskami ni z Muzulmanami, wiec wymyslili sobie ze beda Sikhami i sa naprawde fajowi :-D Zbudowali sobie Golden tempel coto ma na sobie 750kg zlota i sobie wokol niej dreptaja w swoich turbanach na glowie. Nie obcinaja przez cale zycie wlosow a potem wszystkie je skrzetnie chowaja pod turbanem a wszystko poto, ze jak kiedys kto by taki turban chcialby mieczem potraktowac, to zwotek wlosow hodowanych przez cale zycie i jeszcze tego calego turbanowego materialu mialby ich uchronic przed przejsciem na droga strone.
My sobie tez tak drepczemy, na zmiane mowiac WOOW... Ale zajebiscie! Zlata swiatynia jest naprawde niesamowita. Najbardziej imponujacy zabyt w Indiach jak dotad. Ale oprocz swiatynnych modlitewek i powaznego nastroju wszechpanujacej religii, w Amritsarze jest tez Shoping Mall! Nie moglem sie powstrzymac. W kraju, w ktorym wszystko jest inaczej chcialem zobaczyc co jest tak samo. Ale w Mc Donaldzie i tym razem nie podawali wolowiny wiec zadowolilem sie McRyba. Kupilysmy kindze 2 pary mega okularow z superwypasionymi, wszystkomogacymi szklami za laczna sume 5250Rpi! Co nba polskie daje 350 zl :-D Poszlismy tez do kina na Dabang i sie nie rozczarowalismy i tym razem. Sceny Akcji rozwalaja. Poziomem nie przekraczaja tych z "Wejscie smoka" a jakoscia obrazu, oswietlenia i efektow specjalnych dorownuja produkcja Hollywood. Niesamowite zjawisko. Nie mam pojecia czy oni ogladaja to z powaga, czy tak jak my poprostu nabijaja sie z kazdej jednej sceny, spojzenia, dialogu. Tam wydaje sie ze najpowazniejsze sceny sa krecone poto zeby madry widz smial sie najbardziej ale sam juz nie wiem. Bylo odjazdowo a fabulke i tym razem nie trudno bylo obczaic nawet bez znajomosci Hindi. Jeszcze shoping mal mial mi do zaoferowania naprawde niebywale djechane buty zimowe w cenie 120 zl ale niestety numeracja Hinduskow konczy sie na rozmiarze 44. A to troszke za malo. Butow nie bedzie.
Jutro dalej. Teraz Macklonge ? Czy jaos tak to sie nazywa? Obok Daramsalhi. Przenosimy sie zrowninkopustynek w przedHimalaje. Nie wiem czemu taki wybor, teraz tam leje i milo wcale nie jest, ale moze to dlatego ze Himalaje tak grubo brzmia. Jakby co Jade w himalaje, powiedzcie mojej Mamie.
Postaram sie pisac teraz czesciej. Mam wrazenie ze mam teraz cos do powiedzenia. Ostatni tydzien naprawde brakowalo mi slow, i znow nie wiem czy przez rozczarowania czy przez te przezycia ktore dlawia jezyk tam gdzies. Wiec dzis juz ze spokojem. Mam nadzieje, ze hinduski nie wytraca mi go za szybko. A Hinduski to dlatego, ze oni wydaja sie byc z wygladu starsi, a z rozmow mlodsi. Wyczucie wieku jest zupelnie nie mozliwe z wygladu a w rozmowie wydaje sie jakby zawsze rozmawiac z 10-15 latkiem. Kochane Hinduski.
poniedziałek, 6 września 2010
Jakis tam kolejny Dzien
Przebukowalem Bilet i wracam wczesniej. W glowie kolacze ze oddalem Nosorozce za Szkole, ale chyba nie da rady inaczej. Czy napewno dobrze zrobilem? Nie chcialbym sobie wakacji mieszac z wiezieniem i nie chcialbym myslec 1.10 o tym jak w mojej nowej szkole wszystko gotuje sie od nowych przezyc a ja siedze tutaj i wypoczywam. Bezsenosci trzeba bylo polozyc kres no i w koncu zmienilem lot na 27.09. Kinga nie chce ze mna jechac spowrotem i szanuje to. Inne marzenia i priorytety ale bede o nia sie martwil. Na szczescie rozstajemy sie tuz przed Nepalem a tam wydaje sie, ze bedzie jej latwiej i mniej napastliwie.
Udaipur Udaipur. Najlepsze co do tej pory nas spotkalo. Urodziny Kriszny (co za wies :-P), festiwal z przebierancami, podrygiwaczami, udawaczami break dance, 7letnimi dziewczynkami tanczacymi jakies religijne tance i poprostu Festyn jakich malo. Krzyki oklaski gwizdy, typowe dla Hinduskow. Kocham ich za to jak potrafia sie bawic w swoim brudku i syfiku z usmiechami nie do zapomnienia :-P Potem narkotyzujace Bhang Lassi, ktore z recenzji mialo nas wprowadzic w stan "little dizzy"a okazalo sie ze bylo tak wypchane trawa ze przez 2 dni gibalismy sie i fazowalismy, opowiadajac sobie kosmiczne rzeczy i niemogac naprawde myslec o niczym "normalnym". Niezapomniane i Niepolecane :-P Moze troszke :-P
Dzis wycieczka dookola Udaipuru na Skuterze, Bylo niesamowicie do malego wypadku... Drogi sa tutaj zapchane pojazdami jezdzacymi jak wariaci i chyba mi sie udzielilo :-P Wpadlismy w poslizg na zuzlu probujac zachamowac przed jakims idiota i wpadlismy w bloto. Wiecej stresu niz strat, bo ja mam 2 zadrapanka na dloni a kinga na kolanie ale zawsze niesmaczek na koncu njezyczka, mozna bylo tego uniknac i miec perfekcyjny dzien. Nigdy nie jest tak Idealnie jak trzeba.
Jeszcze moze o Indiach. To tak dziwny dziwny dziwny kraj.
Dawno nie bylo rad wiec rada No12 to zanim wyslesz paczke do Polski z Indii, zorientuj sie ile bedzie kosztowac. Moze sie okazac ze kosztuje np polowe tego co w jej wnetrzu jak to dzis udalo nam sie zrobic :-D Nie ma sie co martwic bo w domku bedziemy miec 12.43 kg Hinduskich ubranek a w sumie bylo najtaniej na ziemi :-P
Jakby ktos kiedys jechal do Indii, niech nie wazy sie ominac Udaipuru, Mozna to potraktowac jako rada No13. KRECILI TU JAMES BOND:OCTOPUSSY!!! No i w kazdym jednym hotelu, restauracji, o 19:00 puszczaja codziennie pana Bonda :-D My tez sie zalapalismy i faktycznie widzielismy niektore zeczy z Filmu :-D Oczywiscie w rzeczywistosci Krokodyle nie plywaja tak blisko malp i tygrysow tu w Indiach (:-D) ale z przymrozeniem oka zgadzalo sie kilka rzeczy.
Ciesze sie ze tu jestem najbardziej. Polecam kazdemu kto ma ochote sobie spojzec w oczy :-P Tutaj najlepiej sie mysli o sobie. Ale kiepsko sie spi. Wiec jak kto lubi.
Udaipur Udaipur. Najlepsze co do tej pory nas spotkalo. Urodziny Kriszny (co za wies :-P), festiwal z przebierancami, podrygiwaczami, udawaczami break dance, 7letnimi dziewczynkami tanczacymi jakies religijne tance i poprostu Festyn jakich malo. Krzyki oklaski gwizdy, typowe dla Hinduskow. Kocham ich za to jak potrafia sie bawic w swoim brudku i syfiku z usmiechami nie do zapomnienia :-P Potem narkotyzujace Bhang Lassi, ktore z recenzji mialo nas wprowadzic w stan "little dizzy"a okazalo sie ze bylo tak wypchane trawa ze przez 2 dni gibalismy sie i fazowalismy, opowiadajac sobie kosmiczne rzeczy i niemogac naprawde myslec o niczym "normalnym". Niezapomniane i Niepolecane :-P Moze troszke :-P
Dzis wycieczka dookola Udaipuru na Skuterze, Bylo niesamowicie do malego wypadku... Drogi sa tutaj zapchane pojazdami jezdzacymi jak wariaci i chyba mi sie udzielilo :-P Wpadlismy w poslizg na zuzlu probujac zachamowac przed jakims idiota i wpadlismy w bloto. Wiecej stresu niz strat, bo ja mam 2 zadrapanka na dloni a kinga na kolanie ale zawsze niesmaczek na koncu njezyczka, mozna bylo tego uniknac i miec perfekcyjny dzien. Nigdy nie jest tak Idealnie jak trzeba.
Jeszcze moze o Indiach. To tak dziwny dziwny dziwny kraj.
Dawno nie bylo rad wiec rada No12 to zanim wyslesz paczke do Polski z Indii, zorientuj sie ile bedzie kosztowac. Moze sie okazac ze kosztuje np polowe tego co w jej wnetrzu jak to dzis udalo nam sie zrobic :-D Nie ma sie co martwic bo w domku bedziemy miec 12.43 kg Hinduskich ubranek a w sumie bylo najtaniej na ziemi :-P
Jakby ktos kiedys jechal do Indii, niech nie wazy sie ominac Udaipuru, Mozna to potraktowac jako rada No13. KRECILI TU JAMES BOND:OCTOPUSSY!!! No i w kazdym jednym hotelu, restauracji, o 19:00 puszczaja codziennie pana Bonda :-D My tez sie zalapalismy i faktycznie widzielismy niektore zeczy z Filmu :-D Oczywiscie w rzeczywistosci Krokodyle nie plywaja tak blisko malp i tygrysow tu w Indiach (:-D) ale z przymrozeniem oka zgadzalo sie kilka rzeczy.
Ciesze sie ze tu jestem najbardziej. Polecam kazdemu kto ma ochote sobie spojzec w oczy :-P Tutaj najlepiej sie mysli o sobie. Ale kiepsko sie spi. Wiec jak kto lubi.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)